KOSTNICA TV FILMY I FILMIKIGALERIANOWOŚCI KSIAŻKOWEFRAGMENTYKINO - ZAPOWIEDZI, PREMIERY          nasz serwis EOPINIER.PL

patronaty.jpg (2614 bytes)
FILMLITERATURATEORIAGRYFORUMLINKI
RECENZJE FILMOWERECENZJE KSIĄŻEKWSPOŁPRACAOPOWIADANIAPUBLICYSTYKANAPISZ DO NASPROSTO Z PIECAZŁOTY KOŚCIEJ
LUNATYCY Lunatycy - SleepwalkersLUNATYCY - Stephen King's SLEEPWALKERS

RECENZJA KOSTNICA

 

Stephen King znany jest nam przede wszystkim jako autor powieści i opowiadań. Przyzwyczailiśmy do ekranizacji jego bestsellerów, w sporej części niemal tak samo dobrych jak papierowe pierwowzory. Zdarzało mu się jednak pisać gotowe scenariusze dla wytwórni filmowych. Tak było w okolicach roku 1992, kiedy to powstali Lunatycy (Sleepwalkers), tu jednak King aż tak się nie popisał.

Pierwotnie mieli być powieścią, wyszło ździebko inaczej ale to dalej stary, klasyczny King, tylko w nieco gorszej, płytszej formie. Choć ma swoje lata, obraz jaki wraz z reżyserem Mickiem Garrisem stworzył nasz pisarz, stanowi całkiem ciekawy punkt na mapie kinematografii. Nie jest to arcydzieło, nie umywa się do Miasteczka Salem czy To!, ale ogląda się nawet przyjemnie. Bierzmy też pod uwagę, że Lunatycy są produkcją telewizyjną (jak większość ekranizacji powieści Kinga), a więc o niższym budżecie i co za tym idzie, o mniejszym standardzie jakościowym. Teoretycznie, bo jednak wiele zależy od umiejętności reżysera, rekwizytorni, oświetlenia itd..

Fabuła - dość prosta i przewidywana, ale dziwnie pociągająca - rysuje się następująco: Mary i Charter Brady - matka i syn - przemierzają razem Stany Zjednoczone. Nikt nie wie kim są, ani skąd przybywają. Ich wędrówkę znaczą jednak ślady krwi.Zawsze, gdy pojawiają się w kolejnym sennym miasteczku, zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Nikt nie może spać spokojnie.

Lunatycy to film dla tych, którzy cenią sobie ten specyficzny "kingowski" klimat. Fabuła, mimo iż jest w większości do bólu schematyczna, a efekty specjalne nawet jak na lata 90-te mogłyby być lepsze, przykuwa uwagę. Historia jaką przedstawia nam King nie jest też jedyna w swoim rodzaju. Już wcześniej pojawiały się motywy podobnych istot człekokształtnych. Jest tu jednak coś, co pozwala oglądać ten film bez większych uprzedzeń. Czy to postać samego autora? Bo ja wiem. być może. Nie no żarty sobie stroję... Przede wszystkim świetnie oddano tu klimat małych amerykańskich miasteczek, ich hermetycznej, sobiepańskiej, parnej, leniwej atmosfery. W nich, obok spokojnych, grubawych mieszkańców, nieświadomych nadchodzącego niebezpieczeństwa King snuje swoje mroczne opowieści. Sam autor mieszka w średniej wielkości mieście (Bangor liczy ok. 150 tys. mieszkańców przy powierzchni 90 km2) w jednym z najmniej zaludnionych stanów USA. To zrozumiałe, że rozmiłowany jest w małomiasteczkowej atmosferze.

 Ale wracajmy do filmu. Lunatycy jak już wspominałem są pozycją przeciętną, znośną, momentami nawet intrygującą. Ale czegoś tu zabrakło, jest to co film "Kinga" musi mieć, ale równocześnie coś "nie gra". Poważną wadą są efekty specjalne. Państwo Brady - którzy rzecz jasna nie są ludźmi - przybrawszy swą prawdziwą postać wyglądają niezwykle odstręczająco. I to w negatywnym tego słowa znaczeniu. Momenty niepełnej przemiany są skonstruowane dość efektownie, natomiast finalny produkt jest miałki, by nie rzec tandetny.

Pojawiają się też żenujące sytuacje, o które obecnie bardziej posadzilibyśmy twórców takich gniotów jak Oszukać przeznaczenie  czy nowych wersji Teksańskiej masakry.. Dziw bierze, że coś takiego wyszło spod ręki "mistrza". Może miał zły dzień? Kto go tam wie. W sumie każdy pisarz ma w swoim dorobku rzeczy lepsze i gorsze. King na szczęście wpadek zaliczył niewiele. I niech tak pozostanie.

Reasumując. Lunatycy to z całą pewnością horror klasy B (z dużym brzuszkiem). Pomysł niezły, natomiast realizacja już nie do końca. Ma to potencjał, ale wyczerpuje się on w późniejszych partiach filmu. Polecam ludziom o słabszych nerwach, no i fanom pisarza z Bangor - tak dla dopełnienia kolekcji.

Miłego seansu!

 

 

 

 

Tytuł: Lunatycy - Sleepwalkers

Premiera:        1992  (Świat)

Reżyseria:   Mick Garris

Scenariusz: Stephen King

Czas trwania: 86 minut

 

 

Krzysztof `Mormegil' Chmielewski