Site icon KOSTNICA – POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Friday the 13th Game

JASONEM BYĆ (ALBO NIE BYĆ)

Jest październik, Halloween zbliża się wielkimi krokami, ja niemal codziennie oglądam sobie jakiś horror, a seria „Halloween” z późniejszymi częściami i remake’ami (bo pierwsze dwie to mam tradycję 31 października załączyć) coraz gości u mnie na ekranie. Więc i postanowiłem pograć w coś horrorowego i wybór padał na „Friday the 13th”, bo czemu nie? Serię uwielbiam, gra czekała już od dawna, miejsca za wiele nie zajmuje… No i o ile wizualnie i klimatem fajnie bywa, o tyle cała reszta już niekoniecznie się sprawdza.

Fabuła, jak to fabuła. Jest domek, jest jezioro, są lasy i grupa młodzieży na obozie, gdzie poluje na nich morderca z maczetą. No i czy przetrwają?

Więc tak, już samo wczytywanie się gry, intro, reklama silnika, na jakim gierkę zrobiono i w ogóle, wprowadza w nastrój, bo zrobiono je w klimacie lat 80., z zakłóceniami rodem z kaset VHS. No i robi to robotę. Potem mamy samą gierkę i może prezentacja postaci wypada mocno słabo – i animacje z nimi też niczego nie rową – jednak otoczenie, klimat i w ogóle swój urok ma. Ogólnie wizualnie w grze jest całkiem fajnie, nastrojowo, do tego mamy łatwe sterowanie, prostotę (plus wybór ataków i sposobów zabijania przez Jasona, co oddaje znane filmowe sekwencje) i…

No i podstawowy błąd tej gry to postawienie na multiplayer. Ja nie lubię trybu multi, unikam jak ognia i grać w niego nie zamierzałem, ale z ciekowości spojrzałem parę razy co tam w lożach i głównie powitała pustka. A na tym rozrywka się opiera. By wziąć do siedmiu współgraczy i próbować przetrwać ataki Jasona. Albo tym Jasonem zabijać. Tylko nie ma z kim o to przetrwanie walczyć ani przed kim uciekać. Bo jak już ludzie jacyś pojawili, kręcili bez sensu po planszy, na czacie gadali głupoty, a nie znalazł się nikt, kto wszedłby w buty mordercy, więc zostawało chodzenie i szukanie, z którego nic nie wynikło. No i nie byłoby to złe, gdyby dało się jednak zagrać w to offline z botem, ale niestety. Takie stawienie na zabawę w grupie, kiedy nie można jednocześnie bawić się samemu to strzał w kolano wielu produkcji, bo co kupisz gierkę, wydasz kasę, by okazało się, że nie da się w to potem grać, bo albo nie będzie z kim, albo zdechną serwery (co zresztą ma nastąpić)?

No ale jeszcze jest tryb solowy, w którym możesz się wcielać w Jasona. Tu mamy parę misji i parę wyzwań w różnych lokacjach do rozegrania. Wybiera się poziom trudności, ilość ofiar, wspomniane już przeze mnie rodzaje ataków (i broni) i poluje. Wszystko na czas oczywiście. Z tym, że tych lokacji i wyzwań mało jest to raz, szybko okazują się monotonne, a SI botów jest tępa, jak but – czasem ofiary stoją i krzyczą tylko, a ty siekasz je maczetą, czasem popełniają samobójstwo (serio), a ty biegasz po lasach (skakać Jasonem się nie da), mając różne zdolności i ograniczenia zależnie od wersji (można grać zarówno Jasonem w worku na głowie z dwójki, w masce, Jasonem-zmobie czy tą pokaleczoną wersją z „Jason Goes to Hell” i niektóre z tych wersji opcji biegu też niestety nie mają). I to tyle. Możemy pograć tak, że trzeba zabić kogoś w konkretny sposób i nie spłoszyć innych (mamy takie konkretne wyzwania), albo po prostu siekać i tyle. A tego na długo nie starcza. Ale fajnie się np. pływa, fajnie czai, można tez teleportować (bywa) i korzystać z innych, ładujących się mocy Jasona. Tylko, że na niewiele się to w ostatecznym rozrachunku zdaje.

No ale i tak jako fan serii w sumie się cieszę. Przed laty kupiłem to za dyszkę i chociaż gra w sumie powinna być warta mniej, nie żałuję. Bo wcieliłem się w Jasona, posiekałem, pochodziłem po znajomych miejscach i tyle. No i rzecz wypadała lepiej, niż bardzo podobny w konstrukcji „Evil Dead”, choć starsza jest i trudno ją nazwać dopracowaną.

Michał Lipka

Exit mobile version