Site icon KOSTNICA – POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Ród smoka

WALKA O WŁADZĘ

No i jest. „Ród smoka”, ciepło przyjęty serial trafił wreszcie na nośniki kina domowego. Więc można sobie wreszcie postawić to na półce i wracać, bez konieczności martwienia się opłatami za streaming. A warto, bo w odróżnieniu od debiutujących w tym samym czasie „Pierścieni władzy”, o których pisać tu już nie będę, bo leżącego się nie kopie, bardzo fajna to produkcja. Nieidealna, ale przypominająca nam o czasach najlepszych sezonów „Gry o tron” i pokazująca, jak można w dobrym stylu, nawet obecnie, przenieść na taśmę filmową literacki pierwowzór.

Dwa wieki przed „Grą o tron” zaczynają się zupełnie inne zmagania o władzę. Ród Targaryenów mierzy się z nadciągającą wojną domową, a król nie może doczekać się męskiego potomka. Dlatego na przyszłą królową wyznacza swoją córkę i… I wtedy okazuje się, że jego druga żona rodzi syna. I zaczynają się problemy, bo kto właściwie powinien zasiąść na tronie?

„Gra o tron”, sporo się o niej mówiło parę lat temu, wielki hit – i powieściowy, i serialowy – i… I z czasem zaczęło się to wszystko sypać. Bo George R. R. Martin, autor książek, zwyczajnie swojej sagi nie dokończył (zapowiada ciąg dalszy i finał, od lat już, i nadal nic z tego nie wychodzi), a twórcy serialu nie chcąc czekać po swojemu dokończyli wszystko. I okazało się już, że to nie to samo, nadal niezłe, ale jakoś tak bez większego pomysłu, bez polotu. Ale jednocześnie Martin w międzyczasie popełnił sporo innych dzieł z tego świata, w tym prequel, na którym oparto „Ród smoka”. I powrót filmowców do materiału źródłowego okazał się strzałem w dziesiątkę.

Nie żeby obyło się bez zmian. Pierwowzór to specyficzne dzieło, rodzaj kroniki bardziej, niż powieści, serial musiał pójść w bardziej fabularną i zwartą konstrukcję. To pierwsza zmiana. Zmiany obsadowe, by dodać serialowi różnorodności rasowej – to druga sprawa, w temacie powiedziane zostało wszystko, każdy to oceni sam, ja jednak pozostaję zwolennikiem wiernego trzymania się oryginału. Reszta? W dobrym stylu adaptuje Martina i to cieszy.

Poza tym to naprawdę dobre fantasy. Przygody, akcja, niezwykłości, sporo ciekawych postaci – dobrze zagranych zresztą, bo dobór obsady w większości jest naprawdę trafny – i dużo wizualnej przyjemności. Budżet rzędu niemal dwustu milionów dolarów nie poszedł na marne i to na ekranie widać. „Ród smoka” można zatem śmiało oglądać, nieważne czy jesteście fanami „Gry o tron”, czy nie mieliście okazji jej poznać. W końcu to samodzielna produkcja, sporo i ciekawie dopowiadająca to i owo miłośnikom, ale i niezawodząca tych, którzy w tym miejscu swoją przygodę z serią chcieliby zacząć.

W skrócie: satysfakcjonująca rozrywka, z kilkoma mocnymi i zapadającymi w pamięć scenami, rozbudzająca apetyt na więcej. Bo więcej będzie, problem w tym, że tej opowieści Martin też jak dotąd nie dokończył, więc… Cóż, co z tego będzie, czas pokaże. A na razie jest dobrze i to bardzo. No i nie da się nie pochwalić znakomitego wydania, bo po prostu wpada w oko. Wizualnie opakowanie, płyty – wszystko po prostu jest dopieszczone i wprowadza w klimat serialu. A tu jeszcze na płytach czeka nas sporo dodatków, pokazujących kulisy produkcji. Ja jestem bardzo zadowolony – i z serialu, i z wydania – i polecam z czystym sercem.

Michał Lipka

Exit mobile version