Site icon KOSTNICA – POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

W DOMU ROBAKA – George R.R. Martin

PONURA KLAUSTROFOBIA

Gasną już światła, rzecz skończona.
I ponad Larw drgających wir
Z hukiem opuszcza się zasłona
I z wolna każdy kształt co kona,
W żałobny spowija kir.
Mówią anioły z bladych powiek
Łzy ocierając w czasie przerw,
Że sztuka ta ma tytuł Człowiek
Herosem jej: Zdobywca Czerw.

Dzieła z początków kariery Geroge’a R.R. Martina, jak i większość jego prozy poza cyklem „Saga lodu i ognia” (czy jak ktoś woli „Gra o tron”), a także sporą ilość dodatków do niego, trudno uznać za szczególnie udane. Owszem, czyta się je dobrze i z przyjemnością, ba, nie da się także nie docenić pomysłów autora, a jednak czegoś w nich brakuje. Czasem w stylu, czasem w rozwiązaniach fabularnych. I tak jest też z nowelą „W domu robaka”, lekturą właściwie na jedno posiedzenie, która na szczęście może pochwalić się naprawdę udanym klimatem.

Zapomniana, konająca planeta. Zrujnowane miasto. Chęć zemsty.
Młody Annelyn wiedzie dobre życie w skrytym pod ziemią miejscu, gdzie o dobrym życiu praktycznie nie ma co marzyć. Wiele zmienia upokorzenie, jakiego pewnego dnia doświadcza od Dostarczyciela Mięsa. Dlatego chłopak zaczyna przygotowywać plan zemsty. Wszystko jednak kończy się dla niego w jeszcze głębszych pokładach świata, w miejscu, gdzie czeka na niego wstrząsająca prawda o bóstwie przodków – Białym Robaku…

Pierwszym, co rzuca się w oczy w trakcie lektury niniejszej mini powieści to jej ponury ton. Już sam świat z „W domu robaka” nie jest zbyt gościnnym miejscem. Tu, podobnie jak to było w debiutanckiej powieści Martina „Światło się mroczy”, wszystko umiera. Ale zarazem robi to w widowiskowy sposób, co stanowi kolejną, wartą docenienia rzecz (spójrzcie tylko na opisy obumarłego słońca). Ważniejszy jednak okazuje się klimat. Klimat duszny, klaustrofobiczny, czasami ocierający się drastyczne elementy czy obrzydliwości (na mnie, miłośniku mocne literatury wszelakiej maści nie robi to co prawda większego wrażenia, ale warto ostrzec co wrażliwszych odbiorców).

Ale i sama fabuła jest tutaj niezła. Z jednej strony mamy tu science fiction w stylu „Diuny” (i to bardziej podobne do wydanego dekadę wcześniej opus magnum Herberta, niż można by sądzić na pierwszy rzut oka), z drugiej opowieść grozy, ocierającą się zarówno o typowy straszak z dziwnymi bytami, jak i horror cielesny. Ale mamy tu też udane dark fantasy, dla tych, którzy wolą prozę Martina osadzoną w realiach bliższych temu, co polubili w jego współczesnych utworach. Rzecz w tym, że stylistycznie niniejsze dzieło wypada słabiej, niż „Gra o tron”.

„W domu robaka” to lektur stricte rozrywkowa. Niby pewnego przesłania można się w niej na siłę dopatrzeć, ale nie zmienia to faktu, że rzecz jest prosta i skupiona na tym, by oddziaływać przede wszystkim na wyobraźnię, a nie serce. Umysłu czytelnika nie stymuluje, ale za to naprawdę zapada w pamięć. Stylistycznie nie jest może zbyt wymagająca, tak jak i postacie nie są szczególnie złożone, niemniej są tu sceny, które robią wrażenie i o których trudno jest zapomnieć. A że jednocześnie opowieść budzi pewne nasze pierwotne obawy i lęki, trudno nie docenić tej jej strony.

Wszystko to składa się na dzieło, które miłośnikom fantastyki i horroru polecam. To tylko nieco ponad sto stron, nowelka jedynie (Stephen King miał masę opowiadań większych objętościowo!), a jednak mimo pewnych minusów poznać ją naprawdę warto. W sam raz na jedno mroczne, ponure popołudnie z książką w ręku.

Michał Lipka

Exit mobile version