Ciemne siły – Jacek Piekiełko | KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Ciemne siły – Jacek Piekiełko FRAGMENT

oprawa: miękka
format: 135×208 mm
ilość stron: 336
ISBN: 978-83-7835-577-9

PATRONUJEMY

Powieść grozy o losach uczestników polskiej ekspedycji archeologicznej w Rosji. Grupa archeologów podczas prac badawczych niespodziewanie odkrywa starą trumnę, której zawartość wywraca do góry nogami ich dotychczasowe poglądy na historię i racjonalny ogląd świata. Niesamowite odkrycie oraz niejasne intencje niektórych osób z zespołu, a także niezakończone sprawy jeszcze sprzed wyjazdu na wykopaliska generują szereg zaskakujących wydarzeń i problemów, jakim bohaterowie muszą stawić czoło. Oprócz nieprzychylnej postawy lokalnej społeczności archeolodzy muszą uporać się również z tłumionymi na co dzień wyrzutami sumienia, które niespodziewanie dochodzą do głosu właśnie podczas wyprawy.

FRAGMENT

Prolog

1.

Dnia czerwcowego, za czasów Chrystusa Filipowicza

Nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy większe podniecenie wywołuje w nim zapowiedź nowego proroka, czy to, co miało nastąpić po głównej części ceremonii. Wkrótce miał się o tym przekonać, teraz zaś spoglądał na spowitą cieniami salę.

W pomieszczeniu panował półmrok. Przez przysłonięte roletami okna do środka próbowały wedrzeć się ostatnie promienie słońca, oświetlając nikłym blaskiem wiszący na ścianie obraz przedstawiający świętego Jerzego, który walczył ze smokiem. W kącie izby stał stół oraz dwa fotele, a w rogach rozmieszczone zostały długie ławy. Z każdą minutą we wnętrzu Sijońskiej Swietlicy robiło się coraz bardziej tłoczno.

Sternik, syn boży, sam Iwan Susłow, zrodzony z boga Daniły Filipowicza i Bogurodzicy, siedział majestatycznie na solidnie wykonanym stołku z rzeźbionymi ornamentami. W oczekiwaniu na rozpoczęcie ceremonii spoglądał z satysfakcją na gromadzących się wiernych, którzy najpierw modlili się przed obrazem, a następnie oddawali mu pokłon. Zgromadzone na radienji kobiety miały na sobie niebieskie szaty udekorowane czerwonymi punkcikami, a mężczyźni nosili białe koszule i spodnie przepasane jedwabnym, również białym pasem ozdobionym pęczkiem nici i piór. Niektórzy pozostawali w wierzchnim okryciu — rubaszkach haftowanych w chabry — inni zakładali odświętne szaty, specjalnie na ceremonię, ale zmieniając je dopiero na miejscu, aby nie wzbudzać podejrzeń i uniknąć niepotrzebnych pytań podczas drogi do „Jerozolimy”. W przypadku kobiet szaty godowe stanowił biały sarafan — długa suknia z wysoką talią zapinaną z przodu lub koszula i biała spódnica. W takim samym kolorze były skrzydła archanielskie — noszone na głowie welony upiększone kolorowymi cekinami. Kobiety naciągały na nogi białe pończochy. W jasnych szatach, z rumieńcami na twarzy wyglądały niewinnie i niepokojąco seksownie.

Iwan Susłow z całych sił starał się nie myśleć o najważniejszej części ceremonii, od której dzieliło wszystkich jeszcze sporo czasu, mimo to trudno było mu ukryć rosnące z każdą minutą podniecenie. Ostatnie krasawice, które dołączyły do gminy, sprawiły, że świat miał się stać jeszcze piękniejszy. Zwłaszcza Rusłana, córka chłopa Knieżniewicza, głupiutka i jeszcze nie do końca rozkwitła, wpadła mu w oko. Już dawno radienja nie zapowiadała się tak obiecująco. W dodatku dzisiejsza wyjątkowa zapowiedź nowego członka Okrętu wyznaczy świetlaną drogę, którą zaczną podążać. Zapowiadany mężczyzna zostanie nowym Chrystusem, najpotężniejszym ze Sterników, zwiastowanym prorokiem, który przyciągnie kolejnych wiernych i będzie królować po wsze czasy. „Wtedy żaden patriarcha nie będzie miał prawa go potępić, toż ani jeden diak nie odważy się wydać nakazu aresztowania Syna Bożego” — myślał Susłow.

Iwan Susłow uniesioną ręką dał wiernym znak i w momencie zapanowała kompletna cisza. Nie odezwał się ani słowem. Pozdrowił tylko wszystkich zebranych gestem otwartej dłoni, którą w powietrzu zatoczył krąg. Następnie uczestnicy zebrania wymienili między sobą braterskie pocałunki.

Sternik wziął na ramię ręcznik, a w dłonie ujął krzyż, po czym zaintonował:

— Królu nieba. Dziś do ciebie wołamy.

Wierni podjęli śpiew. Susłow przechadzał się między nimi, żegnał krzyżem i świecą, wypowiadając słowa:

— Chrystus zmartwychwstał.

Po błogosławieństwie nastąpiło czytanie Pisma, zakończone nauką o znikomości świata i śpiewem psalmów.

Wierni ustawili się w rzędach w każdym z czterech kątów izby, po czym szybko zaczęli zamieniać się miejscami, aby utworzyć mistyczny krzyż świętego Piotra. Cały czas wprowadzali się w nieustanny trans, rżąc i miaucząc jak opętani. Niektóre kobiety kręciły się na pięcie w kółko, cały świat wirował, a Bóg był na wyciągnięcie ręki.

Susłow podbiegł do Rusłany. Miała ogromne rumieńce na twarzy, jej oczy wyrażały nieskończenie wielki podziw dla Sternika.

— Oj, Bóg, oj, duch, oj, duch! — krzyknął Susłow, mierząc Rusłanę obłąkańczym wzrokiem.

— Król Bóg, król duch — odparła bez zastanowienia.

Odwróciła się do Sternika, służebnie nadstawiając plecy. Susłow nie potrzebował zachęty. Rozerwał koszulę kobiety wzdłuż całej długości kręgosłupa. Jego oczom ukazała się gładka skóra. Skręcił ręcznik na kształt sznura i wymierzył nim mocny cios, który wylądował na nagich plecach dziewczyny.

Rusłana zawyła.

Na bladej skórze kobiety pojawiła się czerwona smuga.

Jeszcze raz.

Pręgi skrzyżowały się, tworząc bolesny wzór.

I kolejny bicz.

Chłyści poczęli czynić między sobą to samo.

— Niech spłynie na ciebie wola…

Uderzenie i krzyk.

— Wstrzemięźliwości.

— Oj, jeha! — wrzeszczała Rusłana, a jej krzyki przeradzały się w pomruki zadowolenia.

— Czystości.

— Oj, jeha!

— Zaparcia się siebie.

Susłow musiał przyznać, że teraz, w pełni oddana i otwarta na ducha, pociągała go jeszcze bardziej. Mógł z nią zrobić wszystko.

Ale jeszcze nie czas. Jeszcze duch nie spłynął w pełni. Trzeba kontynuować ceremoniały.

Przestał okładać „biczem” Rusłanę, która momentalnie się wyprostowała. Odwróciła się prędko i rękoma złożonymi na piersi oddała Sternikowi dziękczynny pokłon. Uśmiechnęła się z nadzieją, że Iwan Susłow, nowy Chrystus, jeszcze tej nocy wróci do niej i napełni łaską zrodzenia proroka.

Przewodniczący radienji wzniósł ręce ku górze i rozpoczął pieśń, którą zebrani zaraz podjęli, nie zaprzestając wirowania:

 

Chociaż złota trąbka żałośnie trąbiła,

Oj, tak, żałośnie, żałośnie,

Powstały i rozszalały się groźne chmury.

Zgromadźmy się, bracia, w jedno zebranie,

Zastanówmy się, rozważmy wspólnie tę wielką radość:

Wszak wy wierni, wy wybrańcy,

Wy nie wiecie o tem, wy nie przypuszczacie,

Co się porobiło teraz na naszej biednej ziemi:

W raju naszym bawi ptak,

On lata,

Patrzy w tę stronę, gdzie trąbka trąbki,

Gdzie sam Bóg przemawia[1].

 

Śpiew przybrał na sile, stał się coraz bardziej żywiołowy. Uczestnicy ceremonii kontynuowali pieśń, zawodząc jak oszalałe wilki:

 

Oj, Boże, oj, Boże, oj, Boże,

Oj, duchu, oj, duchu, oj, duchu,

Zstąp, zstąp, zstąp!

Oj, jeha, oj, jeha, oj, jeha!

Zstąpił! Zstąpił!

Duch jest święty, duch jest święty,

Król duch, król duch,

Wylał łaski,

Wylał łaski,

Duch to święty, duch to święty,

Oj, gorze, oj, gorze,

Duch gorze, Bóg gorze.

 

Każdy z uczestników ceremonii mógł poczuć prawdziwą jedność, nikt nie był sam, wspólnota dawała niewyobrażalną siłę. Mężczyźni czuli, że mogliby góry przenosić, kobiety chciały im dać ciepło i przyjemność. Nie istniał grzech, lecz porozumienie ciała i ducha. Cała Sijońska Swietlica zawtórowała:

 

Gorze mnie, gorze we mnie!

Światłość we mnie, światłość we mnie,

Oj, gorze, gorze, gorze,

Duch, jeha, oj, jeha

Jewoje

Duch swój, duch swój, duch swój!

Jewoje!

 

Członkowie Okrętu coraz intensywniej wpadali w oniryczny trans. Kręcili się w kółko w szaleńczym tańcu, wyli przeciągle, żyli w innej rzeczywistości. Wyglądali, jakby wszyscy znaleźli się naraz w ostrej gorączce, nieleczonej malignie, karmionej kolejnymi fantasmagoriami.

Sternik uznał, że Duch zstąpił na Okręt, w stopniu dostatecznym zamieszkał wśród zgromadzonych. Opasany białym ręcznikiem, zwanym sztandarem, Iwan wyszedł na środek sali i padłszy na kolana przed obrazami, zaczął śpiewać:

 

Błogosław, mój Panie,

Błogosław, ojcze rodzony,

Bym stanął w tem kole,

Pozwól, by mną zawładnął Duch Święty.

 

Susłow, coraz bladszy na twarzy, z rozedrganym wzrokiem, zanurzył palce w wodzie znajdującej się w glinianej misce, po czym zaczął kropić cały Okręt. Po wykonaniu obrzędu, drżąc na ciele, rozpoczął prorokowanie:

— Dziś, drodzy, sabaoth, powiem wam, nową nadzieję w serca dam, dzień jest coraz bliżej, w którym spojrzymy wszyscy wyżej, ponad niebiosa, ponad góry, a przyjdzie Ten, co skruszy wszelkie mury, zwiastuje nadzieję słowik z Boga. On, nowy władca, zawita do proga, Okrętu naszego ster poprowadzi, w potrzebie nam zaradzi, na nową jasną drogę rękę poda. Sabaoth, oj, jeha, oj, jeha, a kiedy przyjdzie już niedługo, a poznają go wszyscy, a Duch wskaże, że czas jest bliski, jego namaści, jego, jego, o, jeha, coraz bliżej będzie, będzie to wielka radość pośród nas, uleczy nas, o, jeha…

Dla postronnego słuchacza dalsze prorokowanie byłoby zupełnie niezrozumiałe, ponieważ Sternik rozpędzał się coraz bardziej, mówił szybciej, używając na ogół wyrazów całkowicie do siebie nieprzystających, a jedynym związkiem, który wykazywały między sobą, był rym, chociaż i ta zasada do żelaznych nie należała. Niejeden uznałby to za totalny bełkot, jednak nie uczestnicy ceremonii, mający własne, niepowtarzalne fantazje.

Zebrani biczowali się ręcznikami i kręcili w kółko. Nieustannie miauczeli jak marcujące koty. Wzywali Boga, lecz było w ich czynach coś nieludzko mrocznego, coś szatańskiego…

Na środek podeszła Bogurodzica Isłana, kobieta o bujnych kształtach, nosząca pod sercem nowe życie. Usiadła na specjalnie przygotowanym tronie i zrzuciła z siebie białą szatę. Jedynym pozostałym odzieniem pozostał welon. Była całkiem naga. Jej wydatny brzuch przypominał beczkę pokrytą pajęczyną żył. Ogromne piersi z wielkimi plackami brodawek zwisały bezwładnie, przypominając dwa bochny chleba.

— Oto Bogurodzica! — Susłow wskazał na Isłanę. — Kto chce w pełni dostąpić łaski, niechaj przyjmie uświęcony pokarm.

Podszedł do nagiej kobiety, uklęknął i przywarł ustami do jej piersi. Zaczął łapczywie ssać. Twarz Isłany przeciął grymas bólu. Do Bogurodzicy ustawiła się kolejka wiernych, gotowych na przyjęcie komunii; podchodzili każdy pojedynczo i ssali potężną pierś ciężarnej. Każdy z nich uczyni to samo już niedługo, karmiąc się mlekiem matki. Pozostali, będąc w nieustannym transie, kręcili się nadal w kółko i wzajemnie biczowali. „Liturgiczne” obrzędy były już prawie zakończone, pozostała jedynie święta powinność, a tak naprawdę długo wyczekiwana przez wszystkich członków Okrętu chwila.

Iwan Susłow poczuł, jak pulsująca krew wzbudza w nim męskość, jak ciepło rozlewa się w lędźwiach i powoduje nieodpartą żądzę. Powiódł wzrokiem po sali, rozwiązując sznurki spodni na wysokości pasa. Niektórzy chłyści już rozpoczęli uświęcone próby poczęcia nowych Chrystusów. Sternik, najważniejszy w Sijońskiej Swietlicy, uśmiechnął się na widok orgiastycznych pląsów uczestników radienji.

— Grzeszcie dla zbawienia! — obwieścił donośnym głosem i rozejrzał się w poszukiwaniu Rusłany, która już nie mogła doczekać się na swojego mistrza.

[1] Zob. Posłowie, s. 329.

 

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *