Chucky (serial) - KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Chucky (serial)

 

LUCKY CHUCKY

Laleczka Chucky (i „Laleczka Chucky” rozumieniu franczyzy) ma się dobrze. Chociaż od premiery pierwszego filmu minęło już niemal trzydzieści pięć lat, temat został wręcz wyeksploatowany, a kilka ostatnich filmów spotkało się z niewieloma pozytywnymi głosami, nakręcony niedawno serial pokazał, że twórca cyklu Don Mancini wciąż ma w rękawie parę asów. I przywrócił opowieści należytą świetność. Na dodatek zamiast stawiać na remake, stworzył ciąg dalszy filmowej sagi, jednocześnie oferując widzom produkt nadający się dla nowych odbiorców.

Ponad trzydzieści lat temu morderca Charles Lee Ray zginął, ale nim umarł, zdarzył wcielić się w lalkę typu Grzeczny Chłopiec. I jako lalka dokonał serii morderstw, które ciągnęły się latami. Teraz, cztery lata po ostatniej rzezi, w Hackensack w New Jersey nastolatek kupuje lalkę Chucky na wyprzedaży garażowej. Chce ją wykorzystać w szkolnym projekcie, ale nie wie jeszcze z czym przyjdzie mu się z zmierzyć. Chucky żyje i jest rządny krwi, ludzie wokół chłopaka zaczynają ginąć, a prześladowany przez kolegów nastolatek może stać się użytecznym narzędziem w rękach mordercy…

Seria „Laleczka Chucky” zawsze była niezła. Świetne pierwsze cztery filmy, całkiem dobry piąty, znośne łamane przez niezłe dwie kolejne odsłony, a w końcu całkiem przyjemny remake, przenoszący koncepcję na nowy, współczesny grunt, nigdy tak do końca nie zawiodły moich oczekiwań. Owszem, z początkowo typowego, krwawego horroru z czasem zmieniły się w postmodernistyczną zabawę, żartującą zarówno z samej siebie, jak i konwencji, ale i wtedy miały swój urok. I nawet w najnowszych odsłonach, które mocno przypominały współczesne, nijakie horroru, znaleźć potrafiłem coś, co mnie kupowało. Wszystko dlatego, że od początku do końca, za wyjątkiem wspomnianego remake’u, nad cyklem czuwał Don Mancini. I jemu też zawdzięczamy sukces serialowej wersji.

Serial „Chucky” to kawał dobrego, nastrojowego horroru. Trochę klasycznego, trochę postmodernistycznego. Ma napięcie, ma ciekawą fabułę i potrafi zaskoczyć widza. Pozytywnie oczywiście. Mancini wraz z ekipą twórców stawia nie tylko na akcję, ale i klimat. Dlatego w całości najsłabiej wypadają momenty stricte współczesne, przypominające, że gatunek najlepsze lata ma za sobą. A wspomnieniem o tych najlepszych latach stają się takie momenty, jak dziejący się w Halloween drugi odcinek, mający w sobie nastrój rodem z filmów o Mike’u Myersie czy ogólnie mrocznych, ale jednak pełnych kolorowych świateł straszaków z lat 80. XX wieku (remake z 2019 roku też ratowały podobne klimaty).

Poza tym mocną stroną serialu są nawiązania od poprzednich filmów. Wracają tu znani nam już aktorzy, wątki są rozwijane i kontynuowane, a przy okazji poznajemy trochę ciekawych retrospekcji. Wszystko to razem wzięte, wraz z niezłym aktorstwem (Fiona Dourif, córka aktora wcielającego się w Charlesa, całkiem odnajduje się nie tylko we własnej postaci, ale też i w scenach, gdzie gra młodego Charlesa właśnie) daje naprawdę dobry, wart poznania i polecenia serial. Oby drugi, zapowiadany już sezon, utrzymał jakość, bo obecnie w telewizji – nie licząc „American Horror Story” – brak jest seriali grozy na takim poziomie.

Michał Lipka

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.