Fear Agent, tom 4 - KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Fear Agent, tom 4

Rick Remender, Rafael Albuquerque, Chris Burnham, Kieron Dwyer, Francesco Francavilla, Paul Renaud

WHO YOU GONNA CALL? FEAR AGENT!

Kolejna seria od Non Stop Comics dobiegła właśnie końca. Tym razem spotkało to „Fear Agenta”, jeden z ciekawszych tytułów science fiction w ofercie wydawcy i na pewno jedna z najlepszych serii Remendera. Co prawda główna opowieść swój finał znalazła w poprzednim tomie, jednak coś jeszcze zostało do dodania. I to coś jest równie udane, jak dotychczasowe tomy serii i warto jest po nie sięgnąć, nawet jeśli zmieniła się odpowiedzialna za całość ekipa.

Gdy kosmici zagrażają, kogo wezwiesz? Wiadomo! Fear Agentów! Czyli Heatha Hustona, który co prawda do butelki zagląda, ale z wrogami radzić jeszcze sobie potrafi. Gotowi poznać nowe przygody Agentów Strachu?

„Fear Agent” lubię za to, za co lubię większość komiksów Remendera – czyli za sentyment do rozrywkowej fantastyki rodem z lat 80. i 90. XX wieku. Czego zresztą twórcy tu nie nawrzucali! „Gwiezdne wojny” spotykają tu marvelowskie eventy, „Agenci w Czerni” zderzają się z „Pogromcami duchów”, gdzieś w to wszystko wkracza James Bond, ale pomieszany tu i ówdzie z bohaterami klasyki kina akcji. I, o dziwo, wszystko to okazało się naprawdę udane. Mało oryginalne, pozbawione ambicji, a jednak udane.

No dobrze, ale skoro wszystkie – no prawie – zeszyty głównej serii znalazły się w trzech wydawanych dotychczas tomach (bo znalazły), to co czeka nas w czwartym? Przecież opowieść jest już zakończona. To fakt, niemniej mamy jeszcze np. „Tales of the Fear Agent”, które rozwijają uniwersum i pominięte pojedyncze opowieści z poprzednich części (numery 11 i 16) i to właśnie trafiło teraz w nasze ręce. A jakie są to historie? Takie, jak cała dotychczasowa seria, udane i… No właśnie.

Twórcy za cel obrali sobie, by zaserwować nam dynamiczną, pełną akcji i szybkiego tempa kosmiczną opowieść rozrywkową. Remender nie udaje, że chce zrobić odkrywcze czy ambitne dzieło, stawia na dobrą zabawę i dokładnie to dostajemy my. Tempo jest szybkie, ale nieprzesadnie, bo dialogów też jest tu sporo. A całość przy okazji bywa i klimatyczna, i nastrojowa. I świetnie zilustrowana, chociaż w tym tomie więcej jest różnorodności i bardzo dobrze wydana.

Słowem podsumowania, sympatyczna rozrywka. Bardziej dla koneserów klimatów kinowej fantastyki lat 80. i 90. XX wieku, a w szczególności kina nowej przygody. Ma jednak swój własny charakter i sznyt i może spodobać się także tym, którzy za podobnymi dziełami nie przepadają. Bo Remender dobrze bawił się tworząc tą serię, a zabawa ta udziela się nam. Szkoda więc, że to już koniec, ale przynajmniej mogliśmy cieszyć się tą historią po polsku i to należy docenić.

Michał Lipka

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.