Gavran Pakt Królowej (cykl Czarne Kamienie) – Anne Bishop - KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Gavran Pakt Królowej (cykl Czarne Kamienie) – Anne Bishop

CENA POTĘGI, CENA MIŁOŚCI

Zaczynać swoją przygodę z czyjąś twórczością od dziesiątego tomu serii? Można i tak. Nie polecam, bo sam zawsze wolę zaczynać we właściwym miejscu i odkrywać wszystko po kolei i jak należy, ale czasem tak się zdarza. Mi zdarzyło się z „Czarnymi kamieniami” Anne Bishop, które trafiły w moje ręce. Cóż z tego wynikło?

Zanim odpowiem na pytanie, zostawiam Was na chwilę z oficjalnym opisem treści:

POTĘGA MA SWOJĄ CENĘ – MIŁOŚĆ RÓWNIEŻ

Wskutek młodzieńczego błędu reputacja lorda Dillona zostaje poważnie nadszarpnięta. Staje się on przez to podatny na niewybredne ataki ze strony młodych arystokratek szukających niezobowiązującej rozrywki. Aby odzyskać utracone dobre imię oraz honor, młody lord potrzebuje rocznego kontraktu małżeńskiego. Upatrzywszy sobie Jillian, młodą eyrieńską czarownicę z Ebon Rih, Dillon wydaje się przekonany, że nowa wybranka nie ma znaczących powiązań z klasą wyższą, która nim wzgardziła i go odrzuciła. Na nieszczęście dla niego prawda okazuje się zgoła inna – wszystko jednak wychodzi na jaw dopiero podczas konfrontacji młodego lorda z samym Lucivarem Yaslaną, nieprzewidywalnym i wybuchowym Księciem Wojowników Ebon Rih.

Tymczasem małżeństwo Surreal SaDiablo wisi na włosku. Daemon Sadi, Książę Wojowników Dhemlanu, dostrzega problem. Nie ma jednak pojęcia, że próby, które podejmuje, aby stłamsić własną naturę i odciążyć w ten sposób żonę, niszczą jego umysł. Aby ocalić Daemona oraz Królestwo Kaeleeru, które w razie załamania Księcia znajdzie się w niebezpieczeństwie, potrzebna jest pomoc ze strony kogoś, kto już nie istnieje – jedynej Królowej potężnej na tyle, by okiełznać Daemona Sadiego, Czarownicy we własnej osobie.

Gdy zakochana w Dillonie Jillian sunie na wiatrach swej pierwszej miłości, Daemon i Surreal usiłują uratować poharatane bliznami małżeństwo, które zostało wystawione na ciężką próbę. Lucivar natomiast musi znaleźć sposób, by ochronić tych, których kocha – nawet przed sobą nawzajem.

A zatem jak mi się czytało ten dziesiąty z kolei tom, bez znajomości poprzednich? Powiem, że nie czuję, bym cokolwiek stracił. Fabuła jest prosta, treść niewymagająca, a odnalezienie się w tym wszystkim bardziej, niż łatwe. Co jest zarówno plusem – nie trzeba wiedzieć zbyt wiele, by zabrać się za lekturę, jeśli rzecz przypadnie Wam do gustu – jak i minusem, bo przecież strasznie nieskomplikowana musi być cała ta seria, a to dla mnie trochę jak traktowanie czytelników niczym idiotów niezdolnych zrozumieć czegoś złożonego (chyba, że sam twórca jest tak nieskomplikowany).

Wiele naczytałem się o prozie Bishop. Właściwie tyle samo złego, co dobrego. Gdzie leży prawda? Jak zwykle pośrodku. „Pakt królowej” to ani książka zła, ani świetna. To po prostu przyzwoite fantasy, napisane w sposób dość przeciętny, ale nieźle poprowadzone. Ma epicki rozmach, ma przygody, akcję, miewa też swój urok. Nie jest to ambitna literatura z przesłaniem, ale nie jest też porażka. Po prostu rozrywkowa fantastyka środka dla niewymagających czytelników.

Michał Lipka

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.