Hellblazer, tom 2 | | KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Hellblazer, tom 2

Przed Wami kolejna dawka mroku w oparach cynizmu Johna Constantine’a. Jak poprzednio dostajemy wydanie zbiorcze z kilkunastoma zeszytami Hellblazera z lat 92-93. Klimat niezwykły, arcy egzystencjalny i zawsze aktualny. Każdy z zeszytów poprzedzony oryginalną okładką, a te to mistrzostwo w swojej klasie.
Mag i egzorcysta zabierze Was w podróż mroczny mi ulicami, wraz z żywymi i umarłymi no i oczywiście w oparach dymu Silk Cutów.
464 strony, które warto pochłonąć.

WSZYSTKIEGO NAJGORSZEGO

„Hellblazerowy” run Gartha Ennisa trwa w najlepsze. Drugi tom, choć już mniej kultowy niż pierwszy, okazuje się równie, co on udany. Na miłośników mocnych, kontrowersyjnych komiksów dla dorosłych czeka zatem solidna, bo niemal 450-stronicowa, dawka rozrywki na znakomitym poziomie, stanowiącej co prawda przymiarkę do opus magnum Ennisa, „Kaznodziei”, ale jakże świetną i momentami iście zachwycającą.

W życiu Johna Constantine’a znów wiele się dzieje. Umknął śmierci, odrzucił propozycję wampirów, ale problemów nie brakuje. Nie dość, że kończy czterdzieści lat, przez co zanurza się w refleksjach, to jeszcze jego siostrzenica postanawia pójść w jego ślady. Jakby tego było mało, jego związek zaczyna się sypać, a on sam pogrąża się w wyniszczającej go depresji, to jeszcze na horyzoncie znów pojawiają się wampiry…

Seria „Hellblazer” to ewenement na amerykańskim rynku komiksowym. Dlaczego? Powodów jest wiele, ale najważniejsze są dwa z nich. Pierwszym, świadczącym jednocześnie o popularności i jakości cyklu, jest to, że tytuł ten ukazywał się w USA nieprzerwanie od 1988 do 2013 roku, co czyni go najdłużej wychodzącym cyklem od Vertigo w dziejach. A zaważywszy na fakt, że mamy tu do czynienia z rzeczą stricte dla dorosłych czytelników, więc i mającą zdecydowanie mniejsze szanse na rynku, fakt ten należy tym bardziej docenić. Drugim z powodów, dla których „Hellblazer” jest niezwykły stanowi fakt, że jego bohater John Constantine jako jedyny w DC starzeje się wraz z upływem lat w realnym świecie. Wiecie, jak to bywa w uniwersum komiksowym – Batman i Superman są z nami już od ośmiu dekad, a wciąż mają po trzydzieści lat. John, choć funkcjonuje w tej samej rzeczywistości, starzał się w takim tempie, jak jego autorzy i czytelnicy i to widać wyraźnie w tym tomie.

To jednak tylko ciekawostki, a prawdziwa siła serii tkwi gdzie indziej: w jej jakości. Ta od początku była wysoka, jeszcze nawet zanim Constantine dostał własny tytuł, pojawiając się w „Sadze o Potworze z Bagien”, ale dopiero Garth Ennis zdołał wycisnąć z fabuły – i postaci – wszystko co najlepsze (czyt. najgorsze) i pchnąć wszystko na właściwe tory. John w jego wykonaniu (przypominający mocno późniejszego Jesse’go Custera z „Kaznodziei” – czyżby zbieżność inicjałów była przypadkowa?) to cham, cynik, wulgarny, niedbający o nic i nikogo zimny drań, w którym jednak czasem tli się reszta dawnych uczuć. Nie jest to typowy bohater opowieści obrazkowych, daleko mu do herosa. Jego nie da się lubić, ale tym przyjemniej się o nim czyta. A że ciągle pakuje się w szalone i chore sytuacje rodem z horrorów, czytać jest o czym.

Zebrane tu komiksy polskim czytelnikom są częściowo znane z tomów „Strach i wstręt” i „Chora miłość”, ale czeka tu na nich także wiele nowego materiału. Wszystkie zebrane opowieści łączy jednak nie tylko postać głównego bohatera, ale też i niezwykle klimatyczna, mocna fabuła. Fabuła, która poruszając się między szalonymi nazistami, a londyńskimi wampirami, między morderczą grozą rodem z koszmarów i magią, dotyka takich tematów, jak wiara, miłość, zdrada, alkoholizm… Ennis robi to co prawda na swój kontrowersyjny i wulgarny sposób, ale jednocześnie z finezją i artyzmem, wrażliwością, która potrafi urzec. I urzekają też ilustracje. Świetne grafiki w wykonaniu Steve’a Dillona („Kaznodzieja”) i Williama Simpsona („Sędzia Dredd”) są realistyczne, nastrojowe, brudne, mocne… Ogląda się je z wielką przyjemnością, chociaż jakże często prezentują najbardziej odpychające rzeczy.

W skrócie: kolejny rewelacyjny komiks, który każdy powinien poznać. W czerwcu, po miesiącu posuchy, jakim był maj, Egmont wypuścił na rynek wiele znakomitych nowości, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że „Hellblazer” jest najlepszą z nich. Ja ze swej strony polecam gorąco i z niecierpliwością czekam na kolejne tomy.

Michał Lipka

Scenariusz: Garth Ennis
Rysunki: Steve Dillon, William Simpson
Przekład: Marek Starosta
Oprawa: twarda
Objętość: 464
Format: 170×260
Cena: 129,99
ISBN: 978-83-281-9631-5
Język oryginału: angielski
Seria: Hellblazer
Kategoria: komiks amerykański
Tematyka: horror

Drugi tom opowieści o Hellblazerze autorstwa znanego irlandzkiego scenarzysty Gartha Ennisa. John Constantine kończy czterdzieści lat, co skłania go do refleksji nad dotychczasowym życiem. Jednak przeszłe uczynki nie dają o sobie zapomnieć, a władcy ciemności nieustępliwie upominają się o swoje. Wymarzona spokojna przyszłość u boku Kit Ryan staje w związku z tym pod znakiem zapytania.
Autorami rysunków do tego tomu są William Simpson („Sędzia Dredd”) i Steve Dillon („Kaznodzieja”).


Seria HELLBLAZER to najdłużej ukazujący się cykl Vertigo (1988–2013). Na przestrzeni lat scenariusze przygód Johna Constantine’a pisało wielu znanych autorów, m.in. Garth Ennis, Paul Jenkins, Warren Ellis, Brian Azzarello, Neil Gaiman czy Grant Morrison.

Share

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *