Logan: Wolverine (2017) recenzja | | KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Logan: Wolverine (2017) recenzja

STARUSZEK LOGAN

„Wolverine: Logan” to film inny niż pozostałe odsłony serii „X-Men” – warto to podkreślić już na samym początku. I nie chodzi tylko o to, że całość jest krwawa i wulgarna (chociaż zarazem obraz posiada… polski dubbing, co daje podobny efekt jak w przypadku „8 mili”, którą na DVD zaprezentowano w ten właśnie sposób). Odmienny jest przede wszystkim klimat, podobnie jak akcja, której całkiem blisko do „Deadpoola”. A jednocześnie film bardziej przypomina stare odsłony serii niż to, co mogliśmy zobaczyć w znakomitej „Pierwszej klasie” i jej kontynuacjach. Ale to nadal całkiem niezłe kino z dobrym zakończeniem.

Fabuła przenosi nas w przyszłość, do roku 2029, gdzie niemal nie ma już mutantów. Starzejący się Wolverine, wraz z Charlesem Xavierem, któremu daleko jest do dawnej normalności oraz Calibanem, wiedzie przygnębiający żywot gdzieś na granicy z Meksykiem. Nie jest już tym samym zabijaką, co kiedyś. Na życie zarabia, jako kierowca wożący ludzi, którzy go wynajmą, a pazury wysuwa tylko wtedy, kiedy musi poradzić sobie z problemami pokroju meksykańskich gangsterów, którzy wejdą mu w drogę. Przynajmniej do czasu. Nagle bowiem odwiedza go pewna kobieta, która prosi by eskortował ją i jej jedenastoletnią córkę do Północnej Dakoty. Kiedy jednak kobieta traci życie, Logan staje oko w oko z wrogami polującymi na dziewczynkę, Laurę. Jakby tego było mało, ta okazuje się posiadać takie same jak on zdolności! Co to wszystko oznacza? Misja, która w tym momencie się zaczyna, może mieć tylko jedno zakończenie i nie jest ono wcale przyjemne…

Trzeci samodzielny film o Wolverine’ie/Loganie i dziesiąty, w którym pojawiają się bohaterowie serii X-Men (jeśli oczywiście liczyć „Deadpoola”), zebrał tak pozytywne opinie, że zasiadałem do niego z wielkimi oczekiwaniami. Niestety, nie okazał się najlepszą częścią x-sagi, mimo tego, co powszechnie się o nim mówi. Daleko mu choćby do „Pierwszej klasy” czy „Przeszłości, która nadejdzie”, niemniej to kawał niezłego filmu. Lepszego od koszmarku, jakim okazał się poprzedni „Wolverine” – aż dziw, że twórcy zmarnowali wówczas tak dobry materiał, jakim była miniseria Claremonta i Millera, którą nieudolnie zaadoptowali.

Wracając jednak do „Logana”, także jego fabułę wzorowano na świetnych komiksach. Najbardziej rzuca się w oczy rewelacyjny album „Staruszek Logan” Marka Millara, jest tu także sporo z opowieści o X-23, a innych inspiracji nie ma sensu zdradzać, bo już tytuł jednej z nich zbyt dużo powiedziałby o przebiegu akcji. Szkoda tylko, że tak mało zachowano z tych pierwowzorów. „Staruszek” był jednym z najlepszych komiksów nie tylko o Wolverine’ie, ale o X-Men w ogóle, a został z niego motyw drogi, pustynna sceneria i nie najmłodszy już Rosomak.

Tyle o fabule. Strona wizualna filmu prezentuje się nieźle. Nie jest to artystyczna robota, ale rzemieślniczo dobra, zdjęcia są niezłe, sceny akcji tak samo. Najlepiej wypada Hugh Jackman, który dobrze odgrywa zmęczonego, starego Logana – lepiej nawet niż we wcześniejszych częściach cyklu. Patrick Stewart (Xavier) też w niczym mu nie ustępuje i nawet młoda Dafne Keen (X-23) nie wypadła najgorzej. Całość ma więc swój urok i stanowi dobre podsumowanie opowieści, która jest z nami już od siedemnastu lat. I chociaż „Logan” miał być ostatnim filmem z tej serii – jak twierdzono swego czasu – w chwili obecnej trwają już prace nad obrazem „Dark Phoenix”, a w telewizji można spotkać dwa seriale związane z „X-Menami” („Gifted” i „Legion”). Będzie też kolejny „Deadpool” i kto wie, co jeszcze. I dobrze, bo kinowa seria o mutantach to jedno z lepszych dokonań Marvela na tym polu, a materiału na dalsze części bynajmniej nie brakuje. Póki co jednak cieszmy się najnowszą odsłoną, czyli „Loganem”, bo swój urok ma, nawet jeśli o jego sukcesie przesądziło zakwalifikowanie obrazu do kategorii dla dorosłych, a nie wartość artystyczna.

Michał Lipka

Aktorzy:
Hugh Jackman, Patrick Stewart, Richard E. Grant, Boyd Holbrook, Stephen Merchant, Dafne Keen
Reżyser:
James Mangold

Share

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *