OPOWIADANIE – Katharsis – Maciej Szymczak | | KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

OPOWIADANIE – Katharsis – Maciej Szymczak

opowiadaniekataZimny, porywisty wiatr chłostał po twarzy, targając włosami na wszystkie strony świata. Mroźne  powietrze wdzierało się do  płuc, orzeźwiając umysł rześkim chłodem. Ciężkie wojskowe buty zostawiały ślady w błocie, a rozpięta ramoneska z dumą prezentowała bluzę z logiem Marduka. Niebotyczne świerki kołysały się rytmicznie, zasłaniając rozgwieżdżony firmament. Potężne gałęzie najeżone mięsistym igliwiem  opadały na ziemię, zasłaniając trakt skryty w mroku nocy. Kręta ścieżka prowadziła wśród zwalistych głazów, pokrywających poszycie lasu. Żywiczny zapach sosen unosił się w powietrzu,  wilgotna woń zbutwiałych liści i zgniłych grzybów uderzała w nozdrza. Sebastian szedł wolnym krokiem, upajając się mroczną atmosferą pogrążonego w nocnej ciszy uroczyska..

– EN VIND AV SORG, LAS SEG TUNG…

 Fala brudnych dźwięków masakrowała jego bębenki uszne, demoniczny krzyk wokalisty rozdzierał duszę, wzbudzając w nim skrajne emocje. Apokaliptyczne riffy sprzężonych gitar otwierały przed nim wrota do innych wymiarów. Majestatyczny bór był zawsze idealną scenerią dla dzikiej, drapieżnej muzyki.  Zwłaszcza po zmroku, kiedy to las zdawał się ożywać, oddziałując na wszystkie zmysły długowłosego wyrostka. To był jego teren, jego świat, królestwo którego czuł się integralną częścią. On – nocny łowca, demon lasu, istota nie z tego świata, nie dla tego świata. Szedł na spotkanie ze swą wybranką, która czaiła się gdzieś skryta pośród labiryntu wapiennych skał i wiekowych drzew.                                                         Daga…  Muza utkana ze strun mroku, nimfa skąpana w księżycowym blasku,  bogini, która onieśmielała swoją urodą.  Miłość to uczucie dla słabych i kalekich istot ludzkich, swą wybrankę darzył znacznie silniejszą namiętnością. Byli jedną przepołowioną duszą, egzystującą w dwóch doczesnych ciałach.

Zaświecił latarką, kierując strumień światła na pobliski potężny buk. Stała tam, opierając się plecami o pomarszczony pień drzewa. Cienki, skórzany płaszcz oplatał jej smukłe ciało, falujące włosy zmysłowo opadały na piersi, ich złoty odcień idealnie komponował się z błękitnym kolorem oczu. Intrygowała swym spojrzeniem, jakby w  niebieskich tęczówkach skrywała całą mądrość  zamierzchłych czasów. Zareagowała na  jego widok unosząc lekko kąciki rubinowych ust. Krwiste płatki warg, dodawały jej wampirycznej urody. Kusiła spojrzeniem, kusiła gestami ciała.

– Zrobiłeś to? – wyszeptała cicho drżącym głosem.

– Tak – odparł czując iż świat wokół niego robi się coraz bardziej nierealny .

Iskierki zachwytu pojawiły się w jej oczach. Rzuciła się w jego ramiona, namiętnie całując. Splątała razem kosmyki ich włosów, gładząc go po młodzieńczym policzku.

– Jesteśmy niczym dwie krople krwi, płynące w tej samej tętnicy. Z mroku przybyliśmy i tam też powrócimy, nasze dusze tańczyć będą w wiecznej ekstazie, trawione przez lucyferyczny ogień rozkoszy. Naprawdę to zrobiłeś?

–  Tak jak zaplanowaliśmy.  To jest nasz dar dla potomnych, piętno które już zawsze będzie wisieć nad tym przeklętym miasteczkiem. Wypalimy bolesne znamię w sercach mieszkańców tej dziury! – odparł podniecony, czując rosnące uczucie ekstazy..

Sowa zahukała złowrogo, wywołując dreszcz na skórze kochanków. Korony drzew szeleściły ponad ich głowami a lśniący księżyc zdawał się spoglądać na nich, oświetlając ich sylwetki zwodniczym blaskiem. Otwarli wrota szaleństwa, stając się częścią królestwa nocy. Nie było już odwrotu.

– Chodź obejrzeć dzieło naszego życia ! – rzekł z dumą Sebastian.

– Prowadź – wystękała zniecierpliwiona.

Szli, trzymając się za ręce, przedzierając się przez krzewy i leśną gęstwinę. Z każdym kolejnym krokiem powietrze wokół nich stawało się coraz cieplejsze a mrok nocy począł ustępować gorejącej jasności. Dotarli na skraj urwiska,  spoglądając w przepaść.

– Piękne – powiedziała zauroczona.

Błysk ognia rozświetlał jej oblicze,  serce łomotało  w piersi jak szalone. To wszystko było takie nierealne, niczym piękny, narkotyczny sen. Zbliżyli się do krawędzi osuwiska spoglądając w samo serce otchłani.

Drewniany piętnastowieczny  kościół  ginął w płomieniach, ognista paszcza pożaru trawiła jego drewniany szkielet. Jasne rozbłyski tańczyły po kopule świątyni, zamieniając dach w płonące rumowisko. Gorejący krzyż ze zbawicielem, dzieło miejscowego artysty, runął  z hukiem na ziemię, roztrzaskując się w drobne kawałki. Tłum rozwrzeszczanych ludzi biegał w panice, próbując ocalić dom boży. Lecz piekielny żywioł chłostał jego ściany niszczycielskim biczem, mielił jego kształty w swojej nienasyconej paszczy. Słup ognia i dymu unosił się wzwyż rozświetlając nocna panoramę. W mieście zaroiło się od syren. Z oddali widać było wozy strażackie, które pędziły po wąskich uliczkach górskiej mieściny na ratunek swojej bożnicy.   Konstrukcja świątyni zaczęła się zapadać, jej fragmenty składały się niczym klocki domino. Sebastian drżał z zachwytu, ściskając oszołomioną Dagę. Skalne urwisko wznosiło się dokładnie nad trawionym przez pożar kościołem.

– Zróbmy to wreszcie, do zobaczenia po drugiej stronie! – zaśmiała się obłąkańczo spoglądając na szalejący poniżej żywioł.

– Dopełniło się nasze przeznaczenie, pora oczyścić duszę ze smrodu człowieczeństwa!

Zrobili krok naprzód, zapatrzeni w monstrualnych rozmiarów księżyc. Pan nocy wzywał ich, niemal usłyszeli jego upiorny głos. Władca upiorów odwdzięczy się im za to bluźnierstwo, dając nową tożsamość. Świat zaczął wirować przed oczyma, w mgnieniu oka rozpadł się na kawałki.  Spadali, lecąc w samą czeluść nieokiełznanej, pierwotnej siły.  Ogień dopełnił ich przeznaczenia.

Z dedykacją dla żony Justyny

Share

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *