Mity Cthulhu – H.P. Lovecraft, Norberto Buscaglia, Alberto Breccia | | KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Mity Cthulhu – H.P. Lovecraft, Norberto Buscaglia, Alberto Breccia

OBRAZY PRZEDWIECZNEJ GROZY

Na polskim rynku nie brakuje komiksów czy to adaptujących dzieła Lovecrafta (manga „H.P.Lovecraft: Ogar i inne opowiadania”), czy też inspirowanych nimi tudzież składających im hołd („Neonomicon”, „Providence”). Czy ma więc sens sięgać po kolejny tego typu twór? Ma, jeśli jest to rzecz taka, jak ta. Klasyczna, znakomicie wykonana i stanowiąca wzorcowy przykład jak powinno się wykonywać podobne adaptacje. I chociaż całość zestarzała się już nieco, wciąż robi wielkie wrażenie i wszyscy fani prozy samotnika z Providence, jak i miłośnicy mocnych wrażeń „Mity Cthulhu” powinni poznać.

Jeśli chodzi o treść, nie ma chyba sensu za bardzo w nią wnikać. Z jednej strony bowiem tom oparty został na serii krótkich opowiadań i powiedzenie czegokolwiek o nich mija się z celem, z drugiej fani autora doskonale je znają, a nowych odbiorców lepiej zachęcić do wgryzienia się w nie z czystym umysłem, by mogli dać się zaskoczyć. Zaskoczyć, odkryć ten pokręcony, mroczny świat i poznać przedwieczną grozę wsączającą się nieubłaganie do naszego świata. Grozę, której nie da się ogarnąć ani umysłem, ani słowami…

Jeśli chodzi o dobór tekstów, jakie zostały zaadaptowane na potrzeby tego tomu, przedstawia się on następująco: mamy tu „Zgrozę w Dunwich”, „Zew Cthulhu”, „Święto”, „Kolor z innego wszechświata”, „Coś na progu”, „Widmo nad Innsmouth”, „Szepczącego w ciemnościach”, „Nawiedziciela mroku” i „Bezimienne miasto”. Czyli absolutą klasykę. Owszem, każde z dzieł Lovecrfta, a te z mitologii Cthulhu w szczególności, to już klasyka – i klasa sama w sobie – ale i wśród nich znajdują się tytuły bardziej reprezentacyjne. I te właśnie mamy tutaj. Co prawda każdy fan ma swój kanon, jednak chyba nie znajdzie się zawiedziony takim doborem tekstów.

Ważniejszą sprawą jest jednak sama adaptacja. Jeśli chodzi o warstwę tekstową, pozostaje ona wierna pierwowzorom, choć znajdziecie tu pewne uproszczenia stylu, opisów i tym podobnych rzeczy. Jednocześnie, jak zauważa tłumaczka, znalazło się tu kilka błędów – niektóre mogą wynikać z interpretacji, inne zaś z błędnego przekładu, na którym bazował scenarzysta (w wypadku tych drugich tłumaczka pozwoliła sobie na skorygowanie ich względem oryginalnych tekstów Lovecrafta) – ale nie jest to nic, co wpłynęłoby na lekturę. Klimat prozy samotnika z Providence został tu zachowany, a patrząc na całość, bardziej można by „Mity Cthulhu” nazwać mianem picturebooka, niż stricte komiksu.

A jednak to właśnie w szacie graficznej tkwi największa moc tego albumu. Owszem, mangowa wersja opowiadań Lovecrafta miała jeszcze bardziej dopracowane i klimatyczne ilustracje, a jednak rysunki legendarnego, choć zapomnianego już Alberto Brecci robią wielkie wrażenie. Czasem autor serwuje nam hiperrealistyczne plansze, czasem atakuje nas onirycznym kolażem wycinanek i dziwnych pociągnięć pędzla. Nie każdy z tych eksperymentów jest równie udany – niektóre mnie nie przekonały – ale jako całość dzieło to robi duże wrażenie. Świetnie przy tym wydane, stanowi doskonałe uzupełnienie domowej biblioteczki grozy i prozy Lovecrafta. Warto więc po niego sięgnąć i raz jeszcze przeżyć (a może dopiero odkryć) te opowieści.

Michał Lipka

Share

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *