„Mumia” wraca, ale zapomnij o przygodzie. Na HBO Max zadebiutował najmroczniejszy film z serii.
Jeżeli słowo „Mumia” nadal kojarzy Ci się z pełnymi humoru przygodami Ricka O’Connella i klimatem klasycznego kina przygodowego, czas przygotować się na spore zaskoczenie. Na HBO Max właśnie trafiła najnowsza odsłona tej kultowej marki – „Mumia: Film Lee Cronina” – i jest to produkcja, która zrywa z dotychczasową konwencją niemal całkowicie.
Lee Cronin, reżyser znany z zamiłowania do mocnego, bezkompromisowego horroru, postanowił przywrócić Mumię do jej korzeni – nie jako bohatera kina przygodowego, lecz jako źródło autentycznego lęku. Zamiast pościgów, żartów i spektakularnych efektów rodem z blockbusterów, otrzymujemy mroczną historię o rodzinie, tajemnicy i pradawnym złu, które budzi się do życia wraz z odnalezieniem zaginionej przed laty córki. To opowieść bardziej kameralna, psychologiczna i zdecydowanie bardziej brutalna niż wcześniejsze ekranizacje.
Film od momentu premiery podzielił zarówno krytyków, jak i widzów. Jedni zarzucają mu korzystanie ze znanych horrorowych schematów i nadmiar jumpscare’ów, inni chwalą odważne odejście od utartej formuły oraz gęsty, niepokojący klimat. Niezależnie od opinii jedno jest pewne – to nie jest kolejna próba kopiowania sukcesu filmów z Brendanem Fraserem. To zupełnie nowa interpretacja legendy o Mumii.
Na uwagę zasługuje również warstwa wizualna. Cronin stawia na ciężką atmosferę, realistyczne efekty specjalne i estetykę body horroru, dzięki czemu groza jest bardziej fizyczna i namacalna. To film, który momentami bardziej przypomina współczesne horrory studia Blumhouse niż klasyczne kino przygodowe.
Jeśli jesteś fanem mocnych horrorów i nie przeszkadza Ci, że kultowa marka została pokazana z zupełnie innej perspektywy, warto dać tej produkcji szansę. Natomiast osoby oczekujące lekkiej rozrywki w stylu dawnych części mogą poczuć się zaskoczone – a nawet rozczarowane.
Jedno jednak trzeba przyznać: nowa „Mumia” nie próbuje odgrzewać starych pomysłów. Zamiast nostalgii proponuje widzowi mrok, napięcie i zupełnie nowe spojrzenie na jednego z najbardziej rozpoznawalnych potworów w historii kina.
A Wy? Wolicie klasyczną „Mumię” z Brendanem Fraserem czy podoba Wam się kierunek, w którym poszedł Lee Cronin?



Opublikuj komentarz