Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater – Kurt Vonnegut - KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater – Kurt Vonnegut

PIENIĄDZE SZCZĘŚCIA NIE DAJĄ

Wraz z „Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater” niemal dobrnęliśmy do końca wznawiania powieści Kurta Vonneguta na polskim rynku. Przed nami właściwie już tylko dwie powieści mistrza, a w naszych rękach ta konkretna, pochodząca z dość wczesnego etapu kariery autora, ale wcale niemniej warta poznania, niż te najsłynniejsze. I, jak zwykle, satysfakcjonująca swoją piekielnie trafną satyrą.

Pieniądze, a dokładniej ich pewna suma, są głównym bohaterem tej powieści, tak jak miód może być głównym bohaterem opowieści o pszczołach. Ale jest to też opowieść o ludziach. I jednym człowieku także.

Eliot Rosewater, prezes fundacji, bogacz, przekonuje się, jak bardzo pieniądze mogą być bez znaczenia. Gdy przechodzi ciężkie załamanie nerwowe, zmienia się nie do poznania. Celem jego życia staje się pomoc ludziom, a w końcu mieszkańcom pewnego miasteczka. Ale nie każdy jest zadowolony z takiego obrotu spraw…

Czy to satyra na kapitalizm, czy może tylko na bogaczy? A może coś zupełnie: satyra na hipokrytów, jakimi jesteśmy wszyscy i świat, w którym żyjemy? Kurt Vonnegut w swojej twórczości nigdy nie był jednoznaczny, bo i samo życie, a przecież to był podstawowy cel jego ataków piórem, jednoznaczne nie jest. I to też był wielka siła jego prozy, z której po dziś dzień korzystają giganci współczesnej literatury, do Margaret Atwood zaczynając, na Chudku Palahniuku skończywszy.

„Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater”, powieść wydana pomiędzy „Kocią kołyską” i „Rzeźnią numer pięć”, dwoma jakże wybitnymi dziełami Vonneguta, nie zyskała takiej sławy, jak one, ale niewiele im ustępuje. Jest trafna, jest cięta, przejmuje, angażuje emocjonalnie i intelektualnie i śmieszy. Do tego dla stałych czytelników autor zamieścił nieco smaczków, jak np. powracająca postać pisarza science fiction, Kilogre’a Trouta, alter ego samego autora.

Poza tym, tradycyjnie dla Vonneguta, powieść jest prosta, ale w tej prostocie zachwycająca. Styl i opisy, pełne nietypowego podejścia do tematu, skupienia na nieoczywistych elementach i zabawie słowem, są ascetyczne i uproszczone, ale moc, jaka w nich się kryje potrafi przeszyć nasze serce i umysł na wskroś. Fabuła wciąga i urzeka, postacie są pełnokrwiste, chociaż pozostają jednocześnie bardziej archetypami, niż żywymi osobami, rozwiązania fabularne są nie tylko zaskakujące, ale też mają na celu zwrócenie nam na coś uwagi, a całość nie pozostawia obojętnym nikogo, nawet jeśli sądzicie, że to nie temat dla Was.

Efekt finalny jest jak zawsze wprost rewelacyjny. Rewelacyjnym, imponujący, zachwycający, poruszający, pełen ambicji, śmieszy, ale i emocjonuje, przeraża, wytyka, urzeka… Powiedzieć, że warto poznać to dzieło, to jak nic nie powiedzieć.

Michał Lipka

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.