Obcy 3 – Alan Dean Foster / LUDZIE KONTRA OBCY - KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Obcy 3 – Alan Dean Foster / LUDZIE KONTRA OBCY

„Obcy” to marka, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Możecie nie być kinomanami, możecie nie lubić science fiction i horrorów, ale ta opowieść musiała się Wam choćby obić o uszy. Masa kinowych hitów, dostępne on-line krótkometrażówki, popularne gry komputerowe, hitowe komiksy, bestsellerowe powieści, niezliczone parodie… Chcąc nie chcąc musieliście się gdzieś zetknąć z franczyzą. Przede wszystkim jednak to jedno z tych dzieł, które naprawdę warto poznać. Nic nie zastąpi co prawda filmowej wersji, ale książki na podstawie poszczególnych kinowych odsłon to też całkiem niezła i nastrojowa rozrywka, która – jak seria – trzyma poziom. Nie inaczej jest też z „Obcym 3”, który już takiego uznania jak dwie poprzednie części nie zdobył, ale jest naprawdę dobrą częścią znakomitej serii.

Ellen Ripley udało się ocalić planetę Acheron przed Alienami. Walka wydawała się wygrana, ona, Newt i Hicks uciekli w kosmos… Ale teraz dochodzi do katastrofy ich kapsuły, która rozbija się na planecie Florina (albo, jak kto woli, Furia 161). Niegdyś była tu kopalnia, teraz żyją tu więźniowie – najgorsi z najgorszych – tworzący swoistą sektę religijną. Ripley, która jako jedyna uchodzi z życiem z katastrofy, nie może czuć się tu bezpieczna. Nie dość, że więźniowie od dawna nie widzieli kobiety, to jeszcze wraz z nią na planecie zjawia się Obcy. Tym razem jest tylko jeden, ale czy pozbawieni broni ludzie będą mieli szanse w starciu z najgroźniejszą maszyną do zabijania, jaką widział wszechświat?

Seria „Aliens” właściwie nie ma złych odsłon. Pomijając oczywiście takie wpadki, jak druga część „Aliens versus Predator” (jedynkę da się obejrzeć bez bólu), które trudno uznać za kanoniczne. Nawet czwarta odsłona, która z pewnymi wątkami przesadzała, do dziś pozostaje udaną i nastrojową rozrywką. I chociaż fani najbardziej cenią pierwsze dwie części, „Obcy 3” to opowieść, która w ciekawy sposób wraca do korzeni cyklu i bardziej stawia na ludzi i atmosferę osaczenia, niż akcję. W powieści co prawda nie było szans oddać wizualnej strony kinowego hitu, która stanowiła najmocniejszy jego element, ale i tak powstała z tego przyzwoita lektura.

Można powiedzieć nawet, że aż zadziwiająco dobra, bo książki na podstawie filmów czy też rozwijające filmowe uniwersa trudno jest nazwać dobrymi lekturami. A tu mamy rzecz, która nie tylko dobrze przenosi filmową akcję na inny grunt, ale i jest niezła literacko. To stricte rozrywkowa literatura, nikt co do tego nie ma wątpliwości, ale „Alien” to taka marka, że nie mogła powstać zła książka. I nie powstała. A jej autor, który jednocześnie pisał poprzednie części tak dobrze się przyjął w tej roli, że powierzono mu również potem także i adaptację czwartego filmu, a ostatnio także „Obcy: Przymierze” i prequelu do niego, „Alien: Covenant – Origins”.

Wracając do samej powieści to jest to nie tylko kawał solidnego horroru SF, w którym cenię postawienie na nastrój, ale też i porcja smaczków, które wyłapywać będą zagorzali fani. Ci, którzy nie oglądali reżyserskiej wersji filmu, tu znajdą sceny z niej pochodzące. Ale nawet ci, dobrze znający rozszerzaną edycję „Obcego 3” znajdą tu sporo zmian. Głównie kosmetycznych, ale też i wyjaśniających pewne nieścisłości (wiadomość Ripley) czy rozbudowujących kontekst niektórych sekwencji (choćby początkowej). Do tego mamy świetne wydanie z lepszą grafiką na okładce, niż w poprzedniej części i dodatki w postaci ilustracji czy zakładki. W skrócie, dobra książka dla fanów i dla tych, którzy chcieli poznać uniwersum Aliena w nieco bardziej intymny sposób, niż zapewnia to seans w kinie czy telewizji. Dobrze, że po latach Vesper wznowiło cykl i oby nie skończyło jego wydawania na czterech adaptacjach filmów. W końcu kolejne odsłony też doczekały się książkowych wersji, a przecież jest jeszcze tyle udanych powieści rozbudowujących uniwersum, że byłoby z czego wybierać.

Michał Lipka

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.