OPOWIADANIE – ROZPRUWACZ Droga nr 38 – Maciej Szymczak | | KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

OPOWIADANIE – ROZPRUWACZ Droga nr 38 – Maciej Szymczak

– Cholera jasna! – wrzasnęła zirytowana Beata. Od paru dobrych minut mocowała się z zamkiem od samochodu, który zaciął się, zupełnie jak by się na nią uwziął, urzeczywistniając teorię o złośliwości martwych przedmiotów. Na zewnątrz panował istny ziąb. Porywisty wiatr przenikał przez ciało, smagał włosy, uderzał w twarz i uszy, ogłuszając  kobietę.

– No otwórz się, ty pieprzony stary gracie! – zaklęła próbując przekrzyczeć szum wichru.  Stała tak w ciemnościach na parkingu przed małym pensjonatem myśliwskim, gdzie odbywała się kolejna nudna, zakrapiana impreza firmowa.

– Zasrany grubas! – wizualizowała w głowie napęczniałą twarz prezesa, duży brzuch  który z trudem spinały guziki od koszuli, oraz szpakowatą grzywkę, opadającą w nieładzie na spalone od solarium czoło. Szarpała kluczykiem w lewo i prawo ale mechanizm pozostał nieugięty wobec wszelkich wysiłków Beaty.

– Pijak pieprzony – kontynuowała wściekła swój monolog – że też kolejną sobotę musiałam zmarnować na widzi misie szefa!

Imprezy firmowe były obowiązkowe, kto się nie pojawił, mógł  liczyć się z ustną reprymendą, w najgorszym razie z pisemna naganą. Nie miała wyboru, musiała przyjść i dobrze bawić się pod czujnym okiem szefa. Wypiła lampkę wina oraz kieliszek wódki, po natrętnych nagabywaniach „Faraona” – jak go złośliwie pracownicy przezywali. Dlaczego Faraona?  Szpakowaty nos, wielkie czoło oraz wieczna opalenizna, wygląd prezesa mówił sam za siebie. Teraz stoi tu, w świetle starej latarni, na parkingu zaśmieconym przez szalejący wiatr i mocuje się ze swoim 10 letnim oplem corsa.

– Nareszcie! – odetchnęła czując jak mechanizm w zamku poddał się i drzwi rozwarły się szeroko. Odpaliła samochód rozkręcając maksymalnie ogrzewanie, chwilę chuchała w przemarznięte dłonie gdyż  straciła czucie w palcach. Myśląc o ciepłym mieszkaniu i kubku gorącej czekolady nadepnęła nogą na gaz  i pomknęła szosą w mroczny las. Miała przed sobą 30 km krętej drogi po leśnych bezdrożach. W świetle dnia trasa łącząca stary zajazd myśliwski z Chodzieżą była wyjątkowo malownicza i sama ją wielokrotnie wybierała, unikając zatłoczonej krajowej szosy. W taką wietrzną, bezgwiezdną noc, przejażdżka wymagała jednak od kierowcy skupienia i wysiłku wzrokowego. Ciemność na zewnątrz była tak gęsta iż można by ją nożem kroić, przednie lampy oświetlały jedynie okolice w promieniu paru metrów,  gdyby wyskoczyło na trasę jakieś zwierzę, nie byłaby w stanie uniknąć wypadku. Żując nerwowo gumę, włączyła radio, przynajmniej nie będzie sama, spiker ukoi jej nerwy.

Chciałbym być sobą, chciałbym być sobą wreszcie – ściszyła radio słysząc popularny klasyk, nie żeby nie lubiła tego kawałka, lecz w pamięci miała prezesa wczuwającego się na parkiecie w tego właśnie klasyka. Niestety. Prezes gbur wiele przyjemności tego świata już jej obrzydził.

Drodzy Państwo przerywamy program aby podać specjalny komunikat – głos z radia zabrzmiał wyjątkowo poważnie. Podniosła głośność – Rozpruwacz znów grasuje, jest wyjątkowo niebezpieczny i bezwzględny – mimowolnie wstrząsnął nią potężny dreszcz, pseudonim ten wzbudzał w niej autentyczne przerażenie – Wczoraj w Pile na tyłach osiedlowego marketu znaleziono zmasakrowane zwłoki młodego mężczyzny. Zadano mu 12 ciosów ostrym narzędziem, najpewniej nożem bądź bagnetem, w klatkę piersiową. Tak jak w przypadku poprzednich ofiar mężczyzna został oskalpowany oraz pozbawiony wnętrzności. To już druga ofiara na terenie Wielkopolski. W zeszłym tygodniu w poznaniu znaleziono młodą dziewczynę w windzie akademika…….

– Boże – zmieniła kanał czując gęsią skórkę – ten Rozpruwacz to jakiś koszmar, sterroryzował cały kraj. Ostatnio grasował w łódzkim teraz atakuje w Wielkopolsce i to w Pile! Kurwa, to tylko jakieś 30 km od Chodzieży – zgroza opanowała jej umysł.

Nerwowo wytężała wzrok, lustrując pobocze drogi. Ciąg jednakowych drzew przesuwał się monotonnie, osłabiając czujność kobiety. Nic. Pusto. Sosny, sosny, sosna …. o cholera sosna na drodze!!!! Instynktownie wdusiła hamulec, stary opel zapiszczał przeraźliwie ślizgając się po jezdni. Wyhamowała tuż przed drzewem. Poczuła nagły przypływ adrenaliny, krew zaczęła szybciej krążyć, czuła jakby tysiące mrówek biegało po jej ciele. W ciemności nie była w stanie wycofać i zawrócić, zbyt wąska droga.

– Co teraz, kurwa!! – mówiła do siebie popłakując – Co ja teraz zrobię?! – czuła, że ogarnia ją paniczny strach – Nie teraz, nie teraz Beatko – wzięła głęboki oddech – telefon, pieprzony telefon! Impreza trwała w najlepsze, spróbuje zadzwonić do któregoś z kolegów z pracy, może podjedzie i pomoże usunąć przeszkodę z drogi. W myślach widziała już pijanego prezesa organizującego odsiecz.

Roman. Nic, nie odbiera. Piotrek. Głucho, aparat milczy. Zlękniona kobieta gorączkowo wyszukiwała kolejnych osób z książki adresowej, ale….. z nikim nie zdołała się połączyć. Większość  pewnie zalana mizdrzy się po kątach a reszta włazi w tyłek prezesowi. Prezes Tomasz, no właśnie, został tylko on. Faraon zawsze odbiera telefon, choćby miał rozległy zawał serca i leżał na stole chirurgicznym i tak by odebrał. Westchnęła głęboko i wybrała numer, nie miała innego wyjścia, przecież nie wyjdzie z samochodu w tę ciemną noc i nie będzie mocować się z tym pieprzonym drzewem.

-Taaaak Beatko – usłyszała znajomy bełkot w słuchawce.

– Tomasz?! Proszę pomóż mi! Utknęłam w lesie, bardzo się boję, proszę  wyślij kogoś do mnie, drzewo zwaliło się na jezdnie i ugrzęzłam.

– AAAle co się stało? – zapytał jednym ciągiem, nakładających się na siebie słów.

– No mówię przecież, utknęłam w lesie. Boje się! Pomóż mi! – strach mieszał się ze wzrastającą irytacją.

– AAAle co się stało? – powtórzył, jakby nie dosłyszał pytania.

– Kurwa!! – zaklęła – daj mi Marka , Romana, Zuzę, albo nawet barmana, wezwij pomoc drogową! Słyszysz?!

– Pomoc drogową? – zdziwił się prezes  – AAAle… – zamilkł, zastanawiając się chwilę. Nim zdarzył odpowiedzieć z głośników wydobyły się uwielbiane przez niego dźwięki.  Prezes Tomek zapomniał o całym bożym świecie – BĘDZIE SIĘ DZIAŁO, BĘDZIE RADOŚNIE I ZNOWU NOCY BEDZIE MAŁO!!! – zaśpiewał ochryple po czym się rozłączył.

-Ty nadęty sukinsynu!!! Jak możesz kloszardzie zapijaczony…  – w tym momencie straciła panowanie nad sobą, zaczęła walić pięścią w klakson. Przez parę dobrych sekund trąbiła, budząc ze snu okoliczną zwierzynę.

– Pieprzę to! – przekleństwami dodawała sobie kurażu – żaden prezes, żadna sosna mnie nie zatrzyma, na pewno nie zawrócę się do tego  pensjonaciku, do prezesowskiego kurwi domku! – z wściekłości zrobiła się cała czerwona.

Pewna siebie otworzyła drzwi i wyszła z samochodu. Była tak rozpalona iż nie przeszkadzał jej ani mrok nocy, ani porywisty wiatr, ani nawet złowrogo wyglądający księżyc, wiszący ponad lasem. Rozpruwacz wydawał się teraz mało istotnym medialnym wydarzeniem, skupiła się na usunięciu przeszkody. Dźwignęła belkę uginając się pod ciężarem drzewa. Zaciskając zęby i ciężko dysząc, powolutku, krok po kroku pchała powalony pień ku poboczu drogi. Nagle promień światła oślepił jej twarz, ktoś wyjechał zza zakrętu. Znów poczuła się mniej pewnie, spięła się w sobie i podwoiła wysiłek, czuła jak szwy w garsonce pękają. Pojazd zwolnił i zatrzymał się parę metrów przed nią. Wtem jakby dostała skrzydeł, nowe siły w nią wstąpiły, uniosła pień w górę i cisnęła go do pobliskiego dołu. W podskokach wskoczyła do samochodu, nie miała odwagi spojrzeć na oblicze nieznajomego. On wygramolił się z pojazdu, który okazał się ciężarówką, i wyszedł na przeciwko niej, tarasując jej drogę. Wysoka, cherlawa postać wolno posuwała się w jej stronę. Odpaliła silnik i z piskiem opon ruszyła przed siebie, omal nie potrąciła krzyczącej w jej stronę postaci, która w ostatnim momencie zdołała odskoczyć na bok. W lusterku bocznym mignął jej wysoki mężczyzna z bejsbolówką  na głowie. Wrzeszczał na nią, biegnąc za samochodem. Przeraziła się nie na żarty. Uspokoiła się w chwili gdy dostatecznie oddaliła się od nieznajomego, który według jej kobiecej intuicji musiał być Rozpruwaczem. A co jeśli mężczyzna chciał tylko pomóc usunąć przeszkodę z drogi? Uświadomiła sobie jak nierozsądnie się zachowała, ale czy mogła ryzykować swoim życiem? Medialna nagonka wzbudziła w niej poczucie nieustannego zagrożenia, tym bardziej że oprawcą mógł się okazać każdy: ksiądz, listonosz a może właśnie kierowca ciężarówki. Tylko czemu tak żywo gestykulował, zachowywał się tak panicznie? Jego słowa zdawały się brzmieć jak ostrzeżenie lub groźba. W każdym razie nie wzbudził jej zaufania. Jadąc ciemną szosą, co chwilę nerwowo zerkała w lusterko, czy aby nikt jej nie śledzi.

– O nieee… – załamała głos, nie wierząc w jak paskudnej sytuacji się znalazła. Za nią wyrosła niespodziewanie ta sama ciężarówka i zbliżała się do niej z coraz większa prędkością. Wcisnęła  gaz do dechy. Nieznajomy nie odpuszczał jednak, był tuż za nią. Oślepiał ją długimi światłami, trąbił klaksonem, zmuszając do zjazdu na pobocze.

– Wytrzymaj Beata, wytrzymaj, jeszcze chwilę i wyjedziesz z tego lasu, nie możesz się teraz poddać – mobilizowała się ze wszystkich sił.

Nieznajomy podjechał  na tyle blisko iż niemal otarł się o  jej zderzak. Nie przestawał trąbić ani mrugać światłami na przemian.

– AAA!! – krzyknęła, czując wstrząs wewnątrz samochodu. Agresor nie odpuszczał, uderzał ją w tylni zderzak, chcąc zmusić do zatrzymania. Serce waliło na pełnych obrotach, silne drgawki opanowały jej ciało. Beata czuła że nie wytrzyma tej presji, że nie uda jej się cało wyjść z tej opresji….

– Jest!! – krzyknęła uradowana. W oddali migotało czerwone światełko z logo orła w tle. Stacja benzynowa, jeszcze chwilę i  będzie bezpieczna. Wtem szarpnęło ją  coś mocno, samochód się cały  zatrząsnął. Ciężarówka uderzała ponownie w tył opla, spychając go lewym przednim kołem do rowu. Kobieta z całych sił chwyciła kierownicę i tylko cudem zdołała wyjechać z powrotem na jezdnię.

– Nie ma mowy, nie poddam się! – pociła się cała  – jeszcze chwilka i… już!!

Wyjechała zza gęstej ściany lasu, nie zwalniając wcale, weszła ostro w zakręt, wjeżdżając na rozległy parking stacji benzynowej. Z piskiem opon zahamowała omal nie taranując dystrybutora od paliwa. Nieznajomy nie odpuścił, skręcił tuż za nią i zatrzymał się parę metrów za nią. Widząc zaciekawionego ochraniarza, który wyszedł ze sklepu i ciekawską minę sprzedawcy wyglądającego zza kasy, Beata odważyła się na konfrontację. Wyskoczyła z pojazdu i zaczęła krzyczeć:

– Hej sukinsynu! Myślisz że możesz mi cos zrobić?! Wyjechałam już z tej mrocznej puszczy i  możesz mi teraz naskoczyć!!  – skierowała ku niemu zaciśnięta pięść.

Z kabiny ciężarówki wygramolił się nieznajomy, w świetle neonów jego postać zdawała się być o wiele mniej przerażająca. Starszy pan spojrzał na nią znacząco, twarz miał całą bladą z przerażenia.

– Proszę pani, proszę spojrzeć tam! – wskazał trzęsącym się palcem na auto Beaty.

Nigdy nie zapomni tamtej chwili, kiedy oburzona odwróciła głowę i ujrzała GO. Strach dosłownie ściął ją z nóg. Z  jej własnego samochodu wyłoniła się mroczna postać, niczym złowrogi cień zrodzony przez noc. Miał na sobie czarna bluzę z kapturem wiec nie mogła ujrzeć jego twarzy. Wydawało się jej, że uśmiechnął się porozumiewawczo, jakby był całą sytuacją rozbawiony. W ręku trzymał nóż myśliwski, który miał raczej rozmiar małego miecza. Szedł nieśpiesznym krokiem w stronę lasu , pewien ze nikt nie odważy się go zatrzymać. W blasku świateł przez chwilę wydawało się jej,  że widzi zarys, kontur jego twarzy. Ruda rzadka bródka, orli nos, zielone oczy i kolczyk w brwiach. Mężczyzna uśmiechnął się po czym zniknął w zagajniku. Beata dyszała ciężko, myśli wirowały w głowie niczym cement w betoniarce, nie mogła złapać tchu.

– Boże on przez cały czas tam był, w moim samochodzie, na tylnym siedzeniu, tuż za mną! – wpadła w szok, nie mogąc się uspokoić. Po chwili był przy niej ochroniarz i pomógł stanąć jej na nogi. Kierowca ciężarówki wyjął papierosa z kieszeni koszuli. Z trudem mógł utrzymać go w dłoni, ręce drgały jak porażone prądem.

– Widziałem to! Gdy nadjeżdżałem, zauważyłem panią mocującą się z powalonym drzewem. Zatrzymałem się aby pomóc. Wtem ktoś wykorzystując pani nieuwagę, wybiegł  z lasu. Otworzył tylnie drzwi i wskoczył do samochodu. Machałem i krzyczałem ale pani tak szybko odjechała. Musiałem zawrócić i ostrzec panią, musiałem, on był tam, siedział za panią, przez cały czas widziałem go przez tylną szybę! Widziałem ten nóż, tuż nad pani głową! Gdybym nie uderzył w pani samochód, już by pani nie żyła! – relacjonował zszokowany staruszek paląc papierosa.

Beata nie mogła uwierzyć w to co ją spotkało, chciała podziękować, ale nie mogła odezwać się ani słowem, nigdy w życiu nie doznała jeszcze takiej grozy. Wtuliła się w ramie ochraniarza, który właśnie dzwonił na policje. W myślach przewijał się jeden obraz: cień, obrys, kształt jego twarzy. On spojrzał w jej kierunku,  uśmiechnął się, powiedział coś, była pewna, że wyczytało to z jego ust:

– Wrócę po ciebie!

Share

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *