OPOWIADANIE – UPADEK – Sandra Gatt Osińska | | KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

OPOWIADANIE – UPADEK – Sandra Gatt Osińska

Stopy stanęły na werandzie, a zaszklone oczy rozglądały się z zainteresowaniem po ogrodzie. Rozmaite kolory uderzały w zmysł wzroku. Gdzie niegdzie wśród kwiatów przemieszczały się pszczoły i motyle, zbierając cenny nektar. Mary z trudem oddychała, napawając się ciężką kwiatową wonią. Chciała zapamiętać ten ogród. Nie wiedziała, na jak długo zostaną tu z ojcem. Dziewczynka miała już dosyć ciągłych przeprowadzek, czuła się przez nie samotna. Nigdzie nie zagrzewała miejsca na dłużej, nie mogła nawiązać żadnych przyjaźni.

Powoli ruszyła przed siebie. Alejka ułożona z kostki brukowej była lekko podniszczona i zaniedbana. Jej szarość kontrastowała z tęczowymi barwami kwiatów. Dziewczynka intensywnie rozglądała się po ogrodzie, ściskając mocniej pluszowego króliczka. Miała nieodparte wrażenie, że ktoś ją obserwował. Nie przejęła się tym zbytnio, myślała, że to tylko urojenie. Szła przed siebie przystając co jakiś czas, aby pogładzić płatki róż czy powąchać pojedynczą dalię. Kątem oka dojrzała zniszczony posąg anioła, stojący na końcu alejki.

Nowe miejsce, nowy rozdział w życiu. Mary nie do końca wiedziała, co to oznacza, lecz tak powtarzali bohaterowie książek, które czytała. Miała nadzieję, że przeprowadzka odmieni jej życie. Zawsze marzyła o szkolnej popularności, przyjaciołach i sielskim życiu. Mimo że nie znała powodów, dla których ojciec wciąż zmieniał miejsca zamieszkania, wierzyła w ich sens.

Dziewczynka potknęła się o kamień i upadła na chodnik. Przetarła obolałe kolano. Zawsze była niezdarą, dlatego nigdy nie mogła zyskać sympatii wśród rówieśników. Westchnęła i spojrzała przed siebie. Jej oczom ukazała się wielka, brązowa ropucha. Jej szeroko rozstawione oczy błyszczały tajemniczo.

– Czyżby to ona mnie obserwowała? – dziewczynka zadała sobie to pytanie, kucając przed zwierzęciem. Rzadko kiedy obcowała z naturą, większość czasu spędzała w swoim pokoju z książkami. To był jej pierwszy dom na wsi. Bardzo liczyła, że z ojcem zamieszkają tu na stałe. Miała dość smrodu miasta, zatłoczonych ulic i ciągłego strachu przed napadnięciem. Betonowy świat nie był miejscem, do którego chciała należeć.

Z uśmiechem na twarzy Mary wyciągnęła dłoń, by pogładzić obślizgłą skórę ropuchy, lecz zwierzę uskoczyło przed ciepłym palcem. W salwie dziecięcego śmiechu Mary zaczęła gonić za płazem, próbując go dotknąć. Biegnąc nie patrzyła pod nogi. Z impetem poślizgnęła się na mokrych liściach brzozy. Poczuła ogromny ból, a świat zatrzymał się dla niej na chwilę.

Gdy otworzyła oczy, nie wiedziała, co się stało. Przyjrzała się ciężkiemu przedmiotowi, który na niej leżał. Dopiero gdy przetarła okulary, dojrzała, że był to poturbowany chłopiec. Nieznajomy podniósł się i usiadł na chodniku. Poprawił blond włosy tak, by zakryły częściowo czarną opaskę na jego oczach. Mary patrzyła na niego ze zdziwieniem. Wyglądał, jakby właśnie wyszedł z basenu.

Wstał i otrzepał spodnie z mokrych liści. Bez słowa minął dziewczynkę.

– Hej! – krzyknęła do niego niewiele myśląc.

Nieznajomy zatrzymał się niechętnie.

– Co ty tu robisz? – podeszła do niego. – To mój dom.

Chwyciła chłopaka za ramię. Ten wzdrygnął i strącił rękę Mary.

– Przepraszam. Od lat bawię się w tym ogrodzie. Poprzedni właściciel nie miał nic przeciwko.

Dziewczynka przyglądała mu się z uwagą. Był niewiele wyższy i starszy. Miał wyschnięte usta i brązowe piegi porozrzucane w nieładzie na zgrabnym nosku. Mimo swojego uroku, napawał dziewczynkę przerażeniem.

– Jesteś moim nowym sąsiadem? – zapytała.

– Nazywam się Jack – odparł.

– Miło mi cię poznać – ukłoniła się lekko – Jestem Mary. Pobawimy się razem? Chętnie poznam okolicę – uśmiechnęła się rozkosznie.

Jack zaczął powoli okrążać ją, zachowując pewien odstęp. Pomrukiwał coś pod nosem, a jego nos marszczył się lekko. Czyżby był niewidomy? Na co była mu ta opaska?

– Jesteś gotowa? Na przygodę życia? – powiedział z pełną powagą.

Zarumieniła się, a palce zacisnęły się na delikatnym ciałku pluszowego królika.

– Oczywiście, że jestem! – odkrzyknęła.

– A twój tata? Co on na to?

– Pewnie zaprosił już kolejną ciocię na noc. Często u nas bywają – odpowiedziała, spuszczając wzrok.

Nagle poczuła rękę chłopca na swoim ramieniu. Spojrzała na niego niepewnie.

– Berek. Gonisz – uśmiechnął się.

Przystanęła dysząc ciężko, a ręką oparła się o stary dąb. Dawno nie bawiła się tak dobrze. Śmiech przepełniał cały ogród, płosząc wszelkie ptactwo. Dziewczynka usiadła pod drzewem. Dziwiło ją, w jakim stopniu Jack znał teren. Bez trudu łapał dziewczynkę, mając oczy zasłonięte opaską. Nawet teraz zatrzymał się niedaleko, jakby wiedząc, że zaprzestała gonitwy.

– Co jest? Nie masz już siły? – usłyszała jego głos.

Po chwili stanął przed nią. Dziewczynę przerażał brak możliwości spojrzenia mu w oczy, nie potrafiła odgadnąć jego emocji. Wyciągnął rękę i pomógł jej wstać.

– Powinnam już wracać do domu – zaczęła.

Powoli zapadał zmierzch, a chłodne powietrze dęło w plecy Mary. Wzdrygnęła się ni to z zimna, ni z lęku. Czuła się zagubiona w ogromnym ogrodzie, gdzie wszystko wyglądało tak samo. Tęskniła za ojcem i ciepłym łóżkiem. Ogarniał ją niepokój.

Jack obojętnie ruszył przed siebie. Nawet nie odwrócił się w stronę Mary. Dziewczynka niepewnie skierowała swe kroki za nim. I tak nie wiedziała, jak samodzielnie wrócić do domu. Bała się. Dokąd zmierzał Jack? A co jeśli zabłądzili? A może chłopiec celowo przyprowadził tu Mary, by wyrządzić jej krzywdę? A co jeśli ją zostawi? Nie chciała być sama, już nigdy więcej. Zbyt długo pustka gościła w dziecięcym życiu. Nawet ojciec nie zwracał na nią uwagi.

Mary podążała za Jackiem potykając się o konary drzew i ubytki w chodniku. Nagle stanęli na małym placu, otoczonym różanymi krzewami. Ostatnie promienie słońca podkreślały kontur studni, stojącej samotnie naprzeciwko nich. Jack podszedł do niej niepewnie. Skinął ręką ku Mary, przywołując ją do siebie. Podeszła ostrożnie.

– To Studnia Życzeń – zaczął. – Spełni tylko jedno szczere pragnienie. Wystarczy pochylić się i je wyszeptać. Przynajmniej tak mówiła mi mama.

Dziewczyna patrzyła na Jacka z przerażeniem. Nie ufała mu, czuła, że nie powinna. Przełknęła ciężko ślinę, tak bardzo pragnęła spróbować. Mimowolnie położyła drżące dłonie na murku studni. Był śliski i omszały, a z szybu bił specyficzny zapach przesycony wilgocią i zgnilizną. Mary zamknęła oczy i pochyliła się nad studnią.

– Pragnę już nigdy nie zaznać samotności.

Sama nie wiedziała, jak to się stało. Czuła, że leci, traci kontrolę nad wszystkim. Wpadła do płytkiej wody niczym kamień, odbijając się o dno studni. Dziewczynka poczuła, że robi jej się słabo, a ból ogarnął ciało. Mary z trudem udało się usiąść pod ścianą. Chciała przetrzeć ręką obolałą twarz, lecz zamarła, gdy ujrzała nienaturalnie wygiętą dłoń.

Krzyczała naprzemiennie płacząc, aby zagłuszyć lęk. Łzy leciały strumieniami, mieszając się z krwią kapiącą ze skroni. Samotność, strach i cierpienie… gdzie w tym czasie był Jack? Jak to się stało, że tu wpadła? Jak on mógł na to pozwolić?!

– Nie chcę być sama – wyszeptała, zamykając oczy.

– Nie jesteś – odparł znajomy głos.

Serce dziewczynki zabiło mocniej, a ciepłe uczucie rozlało się po jej wnętrzu.

– Jack?! Jesteś tam? – krzyknęła.

Otaczała ją jedynie głucha ciemność. Nie słyszała nawet krwi pulsującej w skroniach. Słabła.

– Zrób coś. – powiedziała łamiącym się od płaczu głosem. – Błagam, zrób coś! Zawołaj mojego tatę! Cokolwiek!

– Nie.

– Słucham? Dlaczego?!

Usłyszała plusk wody zmierzający w jej stronę. Ujrzała białą postać, od której biło przyjemne światło.

– Bo w ten sposób na zawsze zostaniesz ze mną.

Nie przestawała płakać. Uczucia mieszały się w niej, niczym koktajl dający wybuchową mieszankę. Siedziała naprzeciwko Jacka i patrzyła na jego obojętną twarz. Mary czuła jedynie zimno i ból. Nawet strach stał się czymś odległym.

– Dlaczego? – szepnęła, walcząc ze snem.

– Miałem kiedyś przyjaciół – zaczął. – Łudziłem się, że nie jestem sam. Ale nikt mnie nie usłyszał. Nikt nie pomógł. Nawet nie zauważyli, kiedy zniknąłem. To był mój grób.

Nastało niezręczne milczenie. Mary poczuła skurcz żołądka. Była głodna i wyczerpana, marzyła jedynie o śnie.

– Bawiliście się w chowanego. Wpadłeś tu przypadkiem.

Skinął głową. Widziała, jak krwawe łzy toczą się spod czarnej opaski.

– Wrzuciłeś mnie tu celowo. Dlaczego?

– Jedyne, co pamiętam i czuję, to ogromna samotność. Nie chcę być już więcej sam. Tylko ty chciałaś się bawić po moim upadku. Wykorzystałem okazję.

– Czy ja… umrę? – spytała nagle.

Odpowiedziało jej milczenie. Załkała głośno, lecz szybko wytarła łzy z policzków. Zacisnęła mocno zęby, nie chciała się poddać. Sen coraz bardziej obezwładniał jej ciało.

– Chodź ze mną – powiedział Jack wyciągając rękę w stronę Mary.

Zimno. Przenikliwe, bolesne zimno obezwładniało ciało dziewczynki. Ociężałe powieki zamykały się same. Umysł Mary ogarniał słodki sen. Pierwsze krople deszczu opadały na kostkę brukową, rozpryskując się na tysiące drobnych kropel. Niebo płakało nad tragedią, jaka stała się tego dnia w ogrodzie. Krew mieszała się ze łzami i deszczem, a wszystko pochłaniał mrok nocy. Twarde ramiona posągu, który jeszcze niedawno stał pionowo, obejmowały dziewczynkę. Kątem oka przeczytała napis na tabliczce. „Ku pamięci małego Jacka”. Mary zamknęła swoje oczy, przytulona przez niewidomego anioła z czarną opaską na oczach. Z jej ust wydobyła się krew z pęcherzykami powietrza.

– Już na zawsze będziemy razem – usłyszała znajomy szept.

– Zawsze – szepnęła z ostatnim tchnieniem.

Share

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *