OPOWIADANIE W KONKURSIE KOSTNICA – PIWNICA Beata Smółkowska | | KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

OPOWIADANIE W KONKURSIE KOSTNICA – PIWNICA Beata Smółkowska

KOSTNICA – PIWNICA

Od kiedy membrana oddzielająca wymiary między Ziemią, a Piekielną Otchłanią została naruszona, demony hordami odwiedzają nas w ten jeden jedyny dzień w roku – Halloween. Przez resztę dni także się tu pętają, nie pozwalając się nudzić, ale ten dzień jest wyjątkowy, bo Wielki Książę ubzdurał sobie, że w wieczór obrządku Samhain uda mu się przejąć władzę nad światem – ech, on chyba już zawsze będzie niepoprawnym romantykiem.

Nie są to oczywiście miłe i przyjacielskie odwiedziny, wręcz przeciwnie, te bezcielesne, potężne istoty uwielbiają szerzyć zło, rozpacz i zostawiają za sobą stosy ofiar. Niebo zareagowało na tę sytuację bardzo stanowczo i do brudnej roboty zatrudniło najpotężniejsze neutralne stworzenia z Czyśćca oraz dawno zapomnianych Bogów słynących z tego, że samodzielnie wyznaczają sobie granicę między dobrem a złem. I tak znalazłam się na Ziemi JA – potężna i okrutna Kali – bogini czasu i śmierci, pogromczyni demonów i sił zła. My oczyszczamy Ziemię z plugastwa, natomiast Oni – Niebiescy- łatają przyczynę pojawiania się demonów.

– Czas ruszyć tyłeczek, przecież kolacja sama do mnie nie przyjdzie.

Podkręciłam na maksimum zapach mojej ludzkiej powłoki, który jest świetnym wabikiem na demony i przeobraziłam się w piękną, drobną kobietę o etnicznych rysach i długich, ciemnych jak heban włosach – byłam teraz pokusą nie do odparcia.

– Najpierw może wyskoczę przekąsić coś zimnego, a dopiero później troszkę popracuje, bo tak na pusty żołądek nie dam dziś rady. Samhain także mnie obwiązuje – z tymi słowy ruszyłam w stronę kostnicy miejskiej.

Nie macie pojęcia, jaka moc unosi się z tego miejsca w tą magiczną noc. Każda komórka mojego jestestwa omdlewa upojona potęgą śmierci, strachu, rozochoconych zapachem Drugiego Wymiaru demonów. Tu i teraz, czuję jakby moje winy zostały wybaczone i znalazłam się w domu…

Składam pocałunek na ustach oszołomionego strażnika i wchodzę w zimne czeluści budynku. Instynkt sam mnie zaprowadza do jadłodajni, przez którą czujnie i powoli krocze. Szybciutko znalazłam delikwenta z przeżartą złem duszą, która jeszcze nie odeszła. Przecież nie jestem potworem, który zabija, żeby przeżyć. Uważam się za przyzwoitą broń Niebieskich.
Wessanie jego duszy nie różniło się za bardzo od wessania ostrygi. Nawet podobny mają smak.

– A teraz do pracy.

Ciemna, księżycowa noc, bezludny park w pobliżu cmentarza i bezradna, kusząca ślicznotka – ta mieszanka zawsze skutkuje. Wyczułam go natychmiast, kiedy wcielił się w nieszczęśnika usiłującego popełnić samobójstwo, podcinając sobie żyły i wkładając głowę do piekarnika z odkręconym gazem. Widać, że podrasował swojego nosiciela, bo chłopiec wyglądał niczym młody bóg. Sprężyste, pięknie wyrzeźbione ciałko, śniada karnacja, usta stworzone do namiętnych pocałunków, silne dłonie – wszystko wskazywało, że noc będzie pełna wrażeń.

– O jak słodko będzie się działo – leniwie przejechałam języczkiem po górnej wardze dając upust moim żądzom. Pewien swego niczym zdobywca podchodzi do mnie i zmysłowym gestem wsuwa dłoń w moje włosy u nasady karku.

– Nie tutaj kochaniutki. Chodź za mną – powiedziałam, prowadząc go w stronę mojego domu.

I podążał jak szczur za magią szczurołapa. Przed drzwiami piwnicy zaczęłam go kusić prowokującym, drażniącym i powolnym rozbieraniem poszczególnych części garderoby.

Teraz jest najtrudniejsza chwila – wprowadzenie go do piwnicy. Jak już tam się znajdzie, to nie będzie miał najmniejszych szans na taktyczny odwrót. Ostrożnie schodzę krok, po kroku schodami i kusząco zdejmuję ramiączka stanika pozwalając, aby bielizna opadła ukazując moją podwójną dumę.

– Są twoje przystojniaku – kuszę potwora, cały czas cofając się i nie odrywając od niego spojrzenia. A on jak zahipnotyzowany sunie za mną w dół.

– Już jesteś mój – gryzę głęboko swój nadgarstek, z którego krew kapie ciurkiem na podłogę, zamykając krąg wokół demona ognistą mocą mojej boskości.

KAP, KAP, KAP – słychać monotonne kapanie mojej krwi.

Potwór nie mogąc się oprzeć podchodzi bliżej, by skosztować posoki.

Nagle zatrzymuje się przerażony, zauważywszy dziwny ruch w powiększającej się kałuży. Piekielny krzyk wyrwał mu się z piersi, gdy ujrzał łapki wynurzające się z czerwonego lustra. Mino słabej poświaty blasku księżyca dostającego się do piwnicy, można było bez większych problemów stwierdzić, że szybko rosnące kończyny są srebrne, jak halloweenowy księżyc. Ostre pazury wbiły się w podłogę, a mięśnie napięte do granic możliwości wyciągnęły do tego wymiaru resztę cielska. Nie minęło pięć minut, gdy mocarne nogi stwora ruszyły ku demonowi. Krew z krwi mojej unieruchomiła czarci pomiot swoim długim, umięśnionym ogonem, podczas gdy potężna paszcza połykała go żywcem.

Tymczasem ja siedząc na schodach z miłością patrzyłam na swoje dziecko.

– Skarbie nie można się bawić jedzeniem. Nie musisz mu wydłubywać oczu. I przestań tak głośno mlaskać, to niekulturalne.

Oderwałam wzrok od rozkosznej sceny i wyjąwszy z torebki pilnik, zajęłam się paznokietkami.
KONIEC

Share

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *