Sinobrody i inne opowiadania – Maciej Szymczak - KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Sinobrody i inne opowiadania – Maciej Szymczak

SWOJSKIE LĘKI

Każdy, kto oglądał „Shreka”, na pewno pamięta wiele cytatów z tego filmu. W końcu niejeden z nich wszedł na stałe do popkultury i słownika. Jest więc szansa, że jeśli oglądaliście ten film, pamiętacie także słowa osła, który mówił, że on swoje lęki nosi jak odzież wierzchnią. Wspominam o tym, bo zbiór (a właściwie zbiorek) opowiadań Macieja Szymczaka można dość dobrze podsumować w ten właśnie sposób. Motywów horrorowych znamy bowiem wiele, ale rzadko niestety w literaturze pisarze znad Wisły korzystają z tych stricte rodzimych. Szymczak, swoją drogą pomysłodawca „Krwi Zapomnianych Bogów”, czyli antologii słowiańskiej grozy, poszedł pod prąd i skupił na takich właśnie klimatach (choć nie tylko na nich). Pytanie co z tego wyszło?

Codzienne życie i religia. Polskie koszmary i zło z innych stron świata. Niebezpieczeństwo i groza czają się wszędzie, a ich ofiarą może paść każdy.
Poznajcie istotę tak plugawą, że na samo jej wspomnienie można popaść w obłęd. Istotę, która kiedyś była człowiekiem. Poznajcie dziennikarza na tropie rozwiązania największej zagadki w dziejach ludzkości. Odwiedźcie świątynię skrytą w dżungli i bądźcie świadkiem zbiorowych samobójstw. A to tylko niektóre z rzeczy, jakie czekają na Was w „Sinobrodym”.

Ale to jedynie fabuła, a co ma poza nią do zaoferowania ten zbór? Jak prezentuje się od strony stylistycznej? Jak poprowadzona jest akcja? Co jest w tym wszystkim na plus, a co na minus? I wreszcie czy przeważają rzeczy pozytywne czy negatywne? W tym przypadku, jak rzadko kiedy, mogę powiedzieć: na dwoje babka wróżyła. Jest i dobrze i źle – i to wcale nie chodzi o to, że są mniej lub bardziej udane teksty, a że bywa tak w każdym z opowiadań, nawet tych naprawdę krótkich.

Szymczak, jak większość pisarzy horrorów, miewa dobre pomysły, ale nie potrafi w pełni ich wykorzystać. Zakończenia też rzadko kiedy bywają satysfakcjonujące. Podobnie rzecz ma się ze stylem. Czasem jego teksty są kwieciste, pełne (aż za bardzo) najróżniejszych porównań, które w zamyśle mają budować klimat grozy (ale takie rzeczy nigdy nie działają, najlepsi pisarze wiedzą, że strach należy budzić poprzez sugestię, a nie epatowanie detalami – bardziej przeraża nas przecież coś, co zobaczymy kątem oka, a nie mamy pojęcia czym jest, niż gdy to samo pojawi się przed nami w pełnej krasie), a czasem proste i minimalistyczne. Rozwiązania akcji też bywają przekombinowane (choćby w „Sinobrodym” wraz z rozwojem akcji zaczyna brakować trochę sensu), ale nie mówię, że niniejszy zbiór jest zły.

Autor miewa ciekawe pomysły, widać, że ma też sporo talentu, choć chyba nie potrafi się zdecydować, w którą chce iść stronę. Brak mu też trochę wprawy, ale ta przyjdzie z czasem. Za to niektóre z jego opowiadań mają w sobie to coś, mają też klimat i potrafią zaciekawić. Z czołowymi pisarzami grozy nie ma się co prawda co równać – przynajmniej na razie – jednak ma zadatki na niezłego pisarza. Miłośnicy horrorów nie powinni być zawiedzeni.

Michał Lipka

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.