Spider-Gwen: Gwen-Stacy: Spider-Woman / Electroversum – Jason Latour, Mike Costa, Robbi Rodriguez, David Baldeon - KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Spider-Gwen: Gwen-Stacy: Spider-Woman / Electroversum – Jason Latour, Mike Costa, Robbi Rodriguez, David Baldeon

SPIDER-GWEN I WOJOWNICY SIECI

Ten tom kolekcji „Superbohaterowie Marvela” nie do końca oferuje to, co obiecuje tytuł. Bo chociaż jest on poświęcony Spider-Gwen, w rzeczywistości nie otrzymujemy tutaj żadnej z traktujących o niej miniserii, a pierwsze pięć zeszytów „Web-Warriors”, opowieści wyrosłej na gruncie „Spiderversum”. Gwen jest tu ważną bohaterką, ale jedną z wielu, całości bliżej na dodatek do kolejnego pajęczego eventu, niż fabuły skupionej na jednej postaci. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy tu do czynienia z dobrym komiksem, który zadowoli fanów pajęczaka.

Gwen Stacy z alternatywnej Ziemi nie zginęła. To ona została ugryziona przez radioaktywnego pająka, zginął natomiast Peter. Teraz ona, jako pajęcza dziewczyna, walczy ze złem, a po wydarzeniach „Spiderversum” dołącza do Wojowników Sieci, ekipy złożonej z pająków z różnych rzeczywistości, i staje do walki ze złem. A dokładniej walki z grupą… Electrów. Jak poradzą sobie z tym wyzwaniem?

Zawartość tego albumu to znany nam już tomu „Spider-Gwen” z „Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela” zeszyt „Edge of Spider-Verse” oraz połowa miniserii „Web-Warriors”, w której Spider-Gwen spotyka się z takimi postaciami, jak Spider-Ham, Spider-Man India czy Spider-Man Noir i staje do między wymiarowej walki. Walki z różnymi wersjami Electro i nie tylko. Przyznaję, że wolałby innego przeciwnika, ale i tak jest nieźle.

Tak, jak w „Spiderversum”, tak i tutaj główną atrakcją tomu są alternatywne wersje znanych nam postaci. Tym razem twórcy bardziej, niż na bohaterach, skupiają się na ukazaniu nam wrogów. Do tego mamy tu dużo akcji, szybkie tempo, nieco humoru i sporo dobrej zabawy. Nie ma tu nic odkrywczego, nie ma też nic, co powaliłby na kolana, ale jest dobra, widowiskowa rozrywka.

Szkoda tylko, że nie lepiej zilustrowana. Graficznie album jest niezły, ale tylko niezły. Nazbyt intensywnie cartoonowa kreska sprawdza się w mniej poważnych momentach, kiedy jednak pojawiają się bardziej nastrojowe i poważniejsze sceny, trochę zaczyna zgrzytać. Nadal nie jest źle, ale jednak gdyby całość narysował np. Stuart Immonen, byłoby o wiele lepiej.

Wydanie? Standardowo dobre w dobrej cenie z przeciętnym przekładem, choć nie tak złym, jak w niektórych tomach. Dodatki niewiele wnoszą, ale zawsze są miłym akcentem przybliżającym losy postaci – tak te biograficzne, jak i wydawnicze. Kto lubi Pajęczaka i jego ferajnę, na pewno będzie zadowolony, mimo drobnych minusów.

Michał Lipka

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.