Świt legend – Mariusz Walczak #PATRONUJEMY - KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Świt legend – Mariusz Walczak #PATRONUJEMY

ALTERNATYWNE ŚWIATY FANTASTYCZNE

Kiedy miałem kilkanaście lat, pod wpływem nałogowego oglądania nocami horrorów zacząłem sięgać po książki najpierw z tego gatunku, potem wreszcie po szeroko pojmowaną fantastykę. Taniej jednak było kupować magazyny, niż książki. „Nowa fantastyka”, „Magazyn fantastyczny”, „Science Fiction, Fantasty i Horror”… To, co w nich dostawałem nie zawsze było satysfakcjonujące, często przeciętnie napisane, noszące znamiona niewprawnej ręki debiutanta, ale często miało też swój urok. I dokładnie to samo mogę powiedzieć o dwóch propozycjach od wydawnictwa Alternatywnego, „Raven” i „Świcie legend”, które fabularnie wypadają nieźle i mają dobre momenty, ale stylistycznie pozostawiają bardzo wiele do życzenia.

Pod całkiem sympatyczną okładką „Raven”, która swego czasu nawet wpadła mi w oko, kryje się opowieść o dziwnych wydarzeniach z 1910 roku, które nieoczekiwanie powracają niemal sto lat później, w roku 2004. Trupy, coś czające się w lasach i próba samobójcza pewnej dziewczyny to tylko część tego, co się dzieje. Ale co to właściwie jest?

W „Świcie legend” przenosimy się do świata fantasty by wysłuchać opowieści o życiu przeklętego barda. Opowieści, która jego samego doprowadza do szaleństwa. Przygotujcie się na wojnę, legendarne ostrze mogące ją zażegnać, przygody i potwory…

Horror dziejący się mniej więcej w naszych czasach i rasowe fantasy. Co poza wydawnictwem i faktem, że obie książki wyszły spod ręki polskich autorów łączy te tytuły? Poziom wykonania. Bo, jak już pisałem na wstępie, jeśli chodzi o pomysły na fabułę, obie powieść przedstawiają się całkiem nieźle – nie odkrywczo, ale na tyle dobrze, by chciało się sięgnąć po nie, jeśli lubi się podobne treści – jednak jeśli chodzi o wykonanie, jest ono bardzo nierówne.

Jak na debiutanckich autorów przystało, widać tutaj wyraźnie brak większego obeznania z materią literacką. Stylistycznie książki są proste, czasem nawet aż za bardzo. W większości napisane za pomocą zdań, dla których hasło „wielokrotnie złożone” jest jakimś abstrakcyjnym tworem (rozumiem sens używania krótkich, prostych konstrukcji słownych, jeśli jest to uzasadnione pisarskim ascetyzmem czy formą samej opowieści, ale nie w tym przypadku) poziomem kojarzą się z fanfikami, nie literaturą dostępną na księgarskich półkach. A w przypadku „Raven” nie brakuje fragmentów, które nawet nie są poprawnie skonstruowane, jeśli patrzeć na nie przez pryzmat zasad rodzimego języka.

Ale jednocześnie da się to czytać. Czasem można zgrzytać zębami, czasem można się znudzić, ale widać w obu powieściach młodzieńczą pasję i widać też udane fragmenty, na których można by zbudować coś znakomitego. Może w przyszłości tak będzie, na razie jest dość przeciętnie, ale nie tragicznie i jeśli lubicie rodzimą fantastykę i chcecie dać szansę młodym autorom, możecie po „Raven” i Świt” sięgnąć.

Michał Lipka

Przeklęty bard nawiedza lasy Dziedzictwa. Pragnie opowiedzieć komuś swoją historię, jednak
nie może jej odtworzyć w całości. To doprowadza go do szaleństwa. Przemierza zatem lasy w
poszukiwaniu osoby, której mógłby przekazać swoją klątwę. Pewnej nocy trójka złodziei
natyka się w lesie na przeklętego barda, który snuje opowieść sprzed lat…
W dawnych czasach wybuchła wojna pomiędzy ludźmi i potworami zwanymi Bahal. 18-letni
Hector, syn doży małego miasteczka w Dziedzictwie, marzył o tym, aby wstąpić do wojska i
wziąć udział w wojnie. Pragnął chwały równej słynnemu Egehardowi, czarnemu rycerzowi
Zakonu Masek, który niegdyś uratował królestwo. Nie było to jednak zgodne z wolą jego
ojca.
Pewnego dnia chłopak znalazł w lesie rannego Mateo, wysłannika wielkiego mistrza Zakonu
Masek, poszukującego legendarnego ostrza, które mogło zakończyć wojnę. Wkrótce potem
jego rodzinne miasteczko zostało niespodziewanie napadnięte przez oddział Bahal i
doszczętnie zniszczone. Wówczas Hector, wraz ze swoją przyjaciółką Sarą, postanowił
przyłączyć się do Mateo w poszukiwaniu legendarnego miecza.
Przyszło im walczyć z potworami, być świadkami tajemniczych rytuałów, a nawet trafić do
Królestwa Zmarłych…
Czy jednak ich historia znajdzie swoje zakończenie, a koszmarne Bahal zostaną pokonane?
Czy może wszystko jest tylko podstępną igraszką szalonego barda?

premiera – grudzień br.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.