W mroku lasu – Alex Kava - KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

W mroku lasu – Alex Kava

TRUPY W LESIE

 

Po dwóch latach od wydania poprzedniej powieści Kavy nad Wisłą, w ręce czytelników trafia kolejne dzieło autorki. Przez ten czas amerykańska pisarska zdążyła już co prawda napisać dwie powieści, ale my możemy cieszyć się na razie jedną z nich, „W mroku lasu” (czy jak chce tego oryginał, „Hidden Creed”). A jaka jest to powieść? Właściwie taka sama, jak wszystkie inne Kavy, więc kto lubi ten schemat, poczuje się tutaj jak w domu.

Zaczyna się, jak zawsze, od trupa. W Parku Narodowym Blackwater River na Florydzie jest miejsce niemal niedostępne dla ludzi. Niektórzy mają tui jednak wstęp, jak choćby ci, którzy szkolą psy tropiące. I to właśnie tu jeden z psów Creeda znajduje ciało. Kto mógł je tu zakopać? Jedno jest pewne: ktokolwiek to zrobił, chciał by ciało pozostało ukryte do czasu, aż przyroda zrobi z nim swoje. Ale zwłok jest więcej, a jak się szybko okazuje, ktoś traktował ten las, jak cmentarz ukrywający jego prywatne grzechy. I to od długich lat. W sprawę angażuje sę Maggie O’Dell, ale niedługo wszyscy w nią uwikłani mogą przekonać się, do czego zdolny jest morderca, by nie trafić za kratki…

„W mroku lasu” to szósta powieść z serii o Ryderze Creedzie i osiemnasta z Maggie O’Dell (ale by być konkretnym, doliczmy do tej listy opowiadanie z tą bohaterką ze zbioru „Thriller” i jej udział w dwóch antologiach napisanych przez Kavę wspólnie z Ericą Spindler i J.T. Ellison). Ktoś pewnie powie, że formuła miała tu pełne prawo się zużyć, ale pamiętajmy, że mamy tu do czynienia z thrillerem, a wszystkie dzieła z tego gatunku – z drobnymi ambitnymi wyjątkami – zawsze oparte są na tym samym schemacie, jedynie zmieniają się odrobinę okoliczności i nazwiska postaci biorących w tym wszystkim udział.

I tak jest też z „W mroku lasu”. Znów mamy zwłoki, znów mamy mordercę, na którego trzeba polować i znów wszystko prowadzi do konkretnej kulminacji. Co więcej, kto pamięta „Granice szaleństwa” wie, że Kava stworzył już bliźniaczo podobną powieść – tam dla odróżnienia ciała ukryte były w beczkach. Fabularnie dzieło więc nie zaskakuje. Nie zaskakuje też stylistycznie – Kava nadal pisze w sposób prosty, nieskomplikowany i łatwy w odbiorze. Nie zachwyca się słowem, nie bawi ją szczegółowe odmalowywanie świata czy psychologicznie frapujących postaci. Wszystko tu jest właśnie proste, niewymagające, ale szybkie i nienużące.

Klimat? Ten najlepszy był w pierwszych dwóch powieściach autorki – styl zresztą też – potem wszystko uległo uproszczeniu, ale nadal na stronach można odnaleźć niezły nastrój i niezłą akcję. I właśnie niezła jest ta książka. Ot literatura rozrywkowa środka, bez ambicji, grzechu, wstydu i lęku, jak śpiewał niegdyś Grabaż, którą można przeczytać w wolnej chwili w dwa ponure jesienne popołudnia, jeśli lubi się ten schemat.

Share
One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.