Doktor Strange #2 - KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Doktor Strange #2

Mark Waid, Barry Kitson, Scott Koblish, Jesus Saiz, Barry Kitson

NA RATUNEK GALACTUSOWI

Pierwszy tom „Doktora Strange’a” Marka Waida był całkiem niezłym, ale nie do końca spełnionym komiksem. Rozdarty na dwa, początkowo nie porywał ani nie bawił tak, jak powinien, jednak w drugiej połowie zyskał na jakości i dostarczał całkiem dobrej rozrywki. I teraz trzyma ten poziom. Poziom może nieco niższy od tomów z „Marvel Now 2.0”, ale nadal na tyle dobry, by warto było tytuł polecić fanom postaci.

Galactus, pożeracz światów, przedwieczny byt żywiący się energią całych planet, teraz sam znalazł się w zaświatach. Problem w tym, że sytuacja ta zagraża temu, co oddziela od siebie światy magii i nauki, a gdy to nastąpi, może dojść do nie lada katastrofy. Dlatego Doktor Strange musi wkroczyć do akcji i musi go uwolnić. Ma pomocników, ale czy wmieszania się w tak wielką sprawę może nie mieć katastrofalnych skutków dla niego samego?

Poprzedni tom „Doktora Strange’a”, poza tym, co napisałem już na początku to był nie tylko nowy start dla serii, ale przede wszystkim powrót do korzeni. Strange wrócił do dawnego wyglądu, co dla mnie osobiście bynajmniej nie było plusem, ale też i nieco innego klimatu. Jednocześnie Waid postawił na nowoczesność: kosmiczne podróże, space opera dająca nam szansę odkrywania nowych światów i faktów na temat magii, nowe, niezwykłe postacie… Itp. Itd. Taką formę przyjął dla swojego runu i ją właśnie kontynuuje w tym tomie. W końcu czym innym, jak nie wielkim kosmicznym zagrożeniem jest Galctus? Właśnie.

Akcja, choć tym razem nieco inaczej poprowadzona, też oparta jest na sprawdzonych schematach i motywach. Tempo jest dobre, a jak na opowieść akcji łączącej magię i walki przystało,
nie brakuje tutaj popisów wyobraźni, udanego klimatu i tym podobnych elementów, a ponieważ jednocześnie mamy do czynienia z superhero, nie brak też typowych dla gatunku elementów. A wszystko to podane w niezłej, lekkiej, często zabawnej, choć momentami także i dramatycznie formie. Waid nie jest tu na szczycie swoich możliwości, nie łamie konwencji ani jej nie odświeża, jak w „Kingdome Come”, niemniej serwuje nam sprawnie poprowadzoną, niewymagającą opowieść dla miłośników akcji.

 

 

Rysunki? mamy tu przyjemne, realistyczne prace twórców, którzy dali nam np. szatę graficzną do serii „Kapitan Ameryka: Steve Rogers”. W ich wykonaniu Strange, jak i otaczający go świat, nabiera niemalże malarskiego wyglądu, a nawet bardziej typowe prace wypadają przyjemnie dla oka. I chociaż nie zawsze trzymają taki sam poziom, wszystkie są całkiem udane i miłe w odbiorze. Dzięki temu, połączenie ego wszystkiego daje nam przyjemny komiks akcji, dla miłośników Strange’a, kosmosu Marvela i widowiskowych opowieści, które czyta się lekko i szybko.

Michał Lipka

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.