KOSIK PEŁEN STRACHÓW | | KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

KOSIK PEŁEN STRACHÓW

rk2Świat opowieści grozy dla dzieci i tej młodszej części młodzieży, która po stricte horrory jeszcze nie sięga, bez dwóch zdań ma swoje korzenie w baśni. Stanowi pomost pomiędzy prawdziwymi fairy tales a opowieściami o duchach, wampirach, seryjnych mordercach czy innych żywych trupach. W Polsce jednak horrory dla dzieci i młodzieży to rzadkość, na szczęście nie można powiedzieć o całkowitej posusze na tym gruncie. Rafał Kosik bowiem, autor kojarzony głównie z Science Fiction (choć kilka znakomitych opowiadań grozy także zaprezentował) zapełnił tę lukę i przyniósł sobie sławę, jakiej niejeden mógłby mu pozazdrościć.

 

Mowa oczywiście o sztandarowej serii autora, czyli „Felixie, Necie i Nice”, która na chwilę obecną liczy trzynaście powieści, zbiór opowiadań, film i gadżety pokroju notesu.

A wszystko zaczęło się grubo ponad dekadę temu, kiedy Kosik postanowił napisać książkę dla swojego syna. Poza tym, jak wspomina sam autor „Już wcześniej myślałem o napisaniu czegoś dla młodszych czytelników. Widziałem tu sporą lukę, mówiąc językiem marketingowym – niszę rynkową. Wydawało mi się całkiem logiczne, że jeśli chcę pisać dorosłe SF, to powinienem też pomyśleć o wychowaniu młodszych czytelników, żebym za dziesięć lat też miał dla kogo pisać.” Co można w takiej sytuacji zrobić? Jaką historię stworzyć? Mniej lub bardziej zamierzenie, sięgnął Kosik po schemat jaki rozsławił Harry Potter – niezwykła szkoła, trójka bohaterów (chłopak mądry, ale nie do końca stosujący się do przepisów, drugi, roztrzepany, przyczyna humoru sytuacyjnego i całych kłopotów, i dziewczyna, której rozwaga z kłopotów często pomaga wyjść), niezwykłe umiejętności, którymi mogą się poszczycić (tu talent do wynalazków, mistrzostwo w matematyce i informatyce oraz paranormalne zdolności) i nie mniej niezwykłe przygody. Nie zrobił jednak kopii dzieła J.K. Rowling, a sięgnął po ton i konstrukcję znaną nam z kultowych już polskich seriali fantastycznych, jak „WOW”, „Tajemnica Sagali”, „Gwiezdny Pirat”, „Słoneczna włócznia” czy filmów Maleszki. Zresztą ten pierwszy tom bardzo serial przypomina – każdy z rozdziałów to jeden, samodzielny odcinek. To stand alone bliżej końca przechodzi powoli w complex, łączący całość w jedną opowieść, ale skojarzenia z serialem pozostają.

4

3Na początku grozy nie zapowiada nic. Oto tytułowa trójka bohaterów (swoją drogą bardzo też oparta na Kosiku – Felix i Net, oraz jego żonie, Kasi – Nika) poznaje się pierwszego dnia nauki w nowej szkole, gimnazjum, i szybko zostaje przyjaciółmi. W podobnym tempie pakuje się także w problemy,pomagając rozbić Gang Niewidzialnych Ludzi. Ale szkoła, do której przyszło im uczęszczać wraz z postępem akcji, odrywa przed nimi (i nami) swoje skrywane od lat sekrety. Tajemniczy strych, na którym urządzają swoją kryjówkę bohaterowie, jest miejscem niezbadanym, a jak się szybko okaże… także i nawiedzonym.

Konfrontacja z duchami, spotkanie z UFO podczas pobytu w górach… Finał mierzy w stricte SF klimaty, kiedy to trójka młodych bohaterów zmierzyć się musi ze sztuczną inteligencją i podwładnymi jej robotami, ale groza została już zasiana.

Drugi tom, „Teoretycznie możliwa katastrofa”, chyba najlepsza z części serii, przynosi bohaterom udział w odkryciu sekretów niemieckich bunkrów, w których odnalezione zostają dziwne konstrukcje nazwane Pierścieniami. Pierścienie umożliwiają podróże w czasie i przestrzeni i – jak łatwo można się domyślić – w taką wyprawę przypadkiem wybierają się bohaterowie. Nie mogąc wydostać się z pętli czasowej, starają się przetrwać kolejne, coraz bardziej dziwne czasy…

Gdzie tu miejsce na horror? Na pewno nie na taki w klasycznym rozumieniu tego słowa, ale przez większość czasu Felix, Net i Nika uciekają przed tajemniczym bezkształtem. Czym jest ta lśniąc istota, która pojawia się coraz w pobliżu? Kosik, autor bez dwóch zdań obdarzony wyobraźnią równie płodną jak jego talent (w dziesięć lat napisać kilkanaście powieści, z których najcieńsza liczy 400 stron, najobszerniejsze zaś z trudem zatrzymują się po 600), jak zwykle świetnie konstruuje całą zagadkę a odpowiedzi nie są wcale oczywistymi,  prostymi wyjaśnieniami, które przełkną tylko dzieci.

O ile drugi tom od klimatów SF nie dobiegał zbyt daleko, trzeci już sięgał po miejskie legendy i horror, czerpiąc z obu gatunków pełnymi garściami. Tu Warszawę opanowuje epidemia senności, w snach zaś pojawiają się tajemnicze czarne pojazdy. Dla jednych jest to karoca, dla innych samochód, dla kolejnych znowu pociąg. Wszystkie bez wyjątku wiozą śniących w stronę przerażającego miasta unoszącego się nad Warszawą. I  na dodatek zdają się pojawiać także w rzeczywistości. Felix, Net i Nika nie byliby sobą, gdyby nie zaczęli śledztwa, toteż już wkrótce pakują się w kłopoty, kiedy odkrywają istnienie ulicy Sennej, która raz się pojawia, raz znika – tak na mapach jak i w rzeczywistości…

21Jeśli dodamy do tego dziwne technologie i niezwykłe postacie, otrzymujemy coś z pogranicza Wierd Fiction i młodzieżowej przygodówki, na dodatek pełnej nawiązań do klasyki ukochanego gatunku autora, jak „Blade Runner” czy „Autostopem przez galaktykę” (misiek rządzi! – no nie mogę się powstrzymać przed tym wtrąceniem). Kosik ewidentnie rozwinął tu w pełnoprawną powieść pomysł, który wykorzystał w opowiadaniu „Coś, czego nigdy nie pamiętamy”, a który zrodził się z fascynacji autora badaniami snu. I choć fan tom ten przyjęli z różnymi, skrajnymi uczuciami – od pełnego ekscytacji „To najlepsza część serii!!!” po krótkie „Nie lubię…” – Kosik spełnił swoje marzenie o napisaniu książki dziejącej się w rządzącym się własnymi prawami świcie snu, a czytelnicy otrzymali dobry horror SF.

Równie mocno horrorystyczną powieścią okazał się tom czwarty, „Zagadka nieśmiertelności”. Wprawdzie sam autor w planach miał jakieś trzy tomy zaledwie, zakończenie nauki w gimnazjum etc. – nawet tom pierwszy w całości pokrywał się z pierwszym rokiem nauki – olbrzymi sukces jednak na szczęście przekonał go, że warto pisać dalej. Z tego, plus posthumanistycznego  pytania o granice człowieczeństwa, zrodziła się Czwórka, która zabrała bohaterów na halloweenowy bal. Próby Felixa, Neta i Niki by nie pakować się w kolejne kłopoty kończą się nim na dobre mogły się zacząć – zło dopada ich samo. Ponury Żniwiarz wciąga ich siłą w grę, którą można porównać do LARP  (RPG w wersji terenowej). Jej celem jest realizacja dziwacznych wręcz zadań, a na dodatek Warszawę nękają ataki… Bazyliszka. Mało? Babcia Felixa bliska jest śmierci, Żniwiarz wrabia bohaterów w kilka przestępstw by mieć nad nimi władzę, policja jest bliska odkryci mrocznego sekretu Niki a dziewczyna zainteresowana Felixem  najwyraźniej jest duchem! Dodajcie do tego szalone eksperymenty naukowe, sekrety podziemi Warszawy i Twardowskiego, klimat święta zmarłych i skrytego w półmroku cmentarza, który otoczony przez poczerniałe drzewa jarzy się blaskiem zniczy plus multum humoru, a będziecie mieli jako taki wgląd w to, co znajduje się na łamach.

Wprawdzie jest to ciągle historia dla dzieci/młodzieży i pewne infantylności zakradły się do tego, jak i pozostałych tomów, ale nie są to rzeczy, których nie da się przełknąć. Bohaterowie sami w sobie nie są w końcu infantylni – na gazetki nie dla ich wieku też chętnie rzucają okiem, a i inne dorosłe „przyjemności” z czasem znajdują do nich dostęp (choć nie bez dydaktyzmu) – a to spory plus.

Tomy z numerami 5 i 6 „FNiN” to tak naprawdę jedna historia podzielona na dwie części. Nie jest to tym razem horror, choć ku horrorowi SF ciąży w końcówce, gdzie trwa spektakularny pojedynek kilkaset metrów nad Warszawą, ale na pewno ani tempem ani napięciem, a także mrocznym klimatem nie odbiega od poprzedników. Właściwie jeśli o napięcie chodzi to „Orbitalny spisek I i II” wspinają się na wyżyny w tej serii.

Fabuła teoretycznie jest tym razem prosta – Sylwestrowej nocy bohaterowie przypadkiem odpalają rakietę, nad którą pracował ojciec ich znajomego. Ta, choć wbrew wszelkiej logice, osiąga orbitę i zaczyna zagrażać ludziom. Pewne jest, że już wkrótce spadnie gdzieś na Warszawę i właściwie nic nie da się z tym nic zrobić. Sęk w tym, że za samym lotem rakiety stoi całkiem niemały spisek, który ma na celu… Właśnie, co?

Na 6 tomów, 3 zawierające grozę albo samą grozę stanowiące, to nie mało, ale dopiero część 7 „FNiN” oficjalnie została określona mianem pierwszego polskiego horroru dla młodych czytelników. I całkiem słusznie zresztą.

Tym razem bohaterowie wyjeżdżają na ferie. Czas ten przyjdzie im spędzić w położonym z dala od cywilizacji pensjonacie „Trzy kuzynki”. Docierają tam nocą, miejsce pośród lasów od razu wita ich przeraźliwym wrzaskiem. Potem jest już dziwniej. Ktoś spaceruje nocą po pensjonacie, włamuje się do pokojów dziewcząt, wszędzie rozlegają się dziwne hałasy. Nawet odnaleziona niedaleko wieś zdaje się zaprzeczać prawom fizyki, bowiem drzwi, okna a nawet ściany nijak do siebie nie pasują. Na deser zaś pozostaje tajemnica trzeciej kuzynki, która jest najwyraźniej ukrywana przez dwie prowadzące pensjonat…

Nocne błąkania się po lasach, dziwne zdarzenia, tajemnice, legendy, a wreszcie finałowy pojedynek dobra ze złem. Wszystko jest tu jak w rasowym backwood slasherze. Brak jest wprawdzie mordercy z nożem/hakiem/piłą/siekierą etc., zastąpiono go zjawiskami nadprzyrodzonymi (i tradycyjnie istotnym dla całości przesłaniem – w tym wypadku rozważaniami nad władzą absolutną i pragnieniami wiecznego życia), ale nawet – a może w szczególności – finałowa sekwencja z karetką, jest jakby rodem z „Piątku 13” czy „Halloween”.

Tomy 8, 9 i 10 odsunęły się od tematu, znów wracając na ścieżkę Science Fiction (bunt sztucznej inteligencji i podróże między wymiarami), a w międzyczasie Kosik zaserwował czytelnikom, ekranizację drugiej powieści. Wkrótce potem zaś na rynku pojawił się tom 11, „Nadprogramowe historie”, zbierając opowiadania publikowane jako samodzielne e-booki bądź na łamach „Nowej Fantastyki”, uzupełnione o świeże teksty. I wyszło z tego swoiste „Z archiwum X” dla młodzieży. Zaczynając od przygodowej fantastyki w postaci „Tajemnicy kredokrada”, przez stricte humorystyczne teksty pokroju „Ściemy Smoczysława”, po opowiadanie SF dla dorosłych czytelników. A w między czasie mamy to, co w tym momencie interesuje nas szczególnie, czyli grozę, której najbardziej klasycznym przedstawicielem staje się tekst „Metoda Sześcipalczastego”, zainspirowany wsią Kluki przez stulecia niemal zupełnie odciętą od świata przez bagna.

W opowiadaniu tym Felix, Net i Nika wracając z wakacji po przygodach „Teoretycznie Możliwej Katastrofy” trafiają do wsi Wlony. Dziwna jest to miejscowość, odkryta dopiero niedawno, gdzie ludzie żyli od wieków nie mając pojęcia o świecie zewnętrznym. Kiedy jednym z turystów ginie kot, a ulewa odcina wieś od świata, trójka bohaterów odkryć musi co takiego dzieje się we Wlonach…

I to najbardziej rasowy horror w całym zbiorku. Z dużą dawką humoru, ale jednak pełen napięcia, klimatu i zabiegów stylistycznych charakterystycznych dla horroru. Jeszcze „Bardzo senna ryba” ociera się tu o podobne klimaty, stanowiąc dodatkowy fragment „Pałacu snów”, ale na kolejną porcję takich opowieści zaczekać musimy już do kolejnego tomu.

W „Sekrecie Czerwonej Hańczy”, dwunastej części serii, szkolna wycieczka zmienia się w koszmar, kiedy z powodu cięć budżetowych bohaterowie trafiają nie tam, gdzie powinni. Okolica kryje swoje tajemnice, w tym rzekomy skarb, ale równie istotne staje się zaginięcie szkolnej koleżanki… Oczywiście bardziej thriller to, niż horror, choć sceny z kozami (czy na pewno?) w środku nocy należą stricte do tego drugiego gatunku, nie mniej napięcie jest należyte, a całość została skonstruowana tak sprawnie, że stała się jednym z najlepszych tomów cyklu.

W kolejnej części „FNiN” akcja przenosi się do Londynu, gdzie bohaterowie zmierzyć się będą musieli ze steampunkową grozą i wiktoriańskimi strachami mocno osadzonymi w legendach Wysp. Jak wspomina sam autor: „Do napisania Klątwy Domu McKillianów skłoniły mnie rozmyślania nad naturą idei, które są nadrzędne nad ludzką wolą  i potrafią istnieć, nawet kiedy nikt już nie pamięta, o co właściwie chodziło. Pokazałem to na przykładzie dawnych waśni między szkockimi klanami, po których zostało tylko niematerialne zło zapomnianej sprawy.” I to chyba najlepsze podsumowanie całości. Grozy, gdzie pomysły z „Domu snów” splatają się w zupełnie nową, udaną treść.

Kontynuacją tej treści, jest ostatni póki co tom „Felixa, Neta i Niki”, „(nie)Bezpieczne dorastanie”, w którym bohaterowie, wciąż w Londynie, zmuszeni zarobić na siebie, podejmują pracę w hotelu. Dopada ich jednak dziwne otępienie, Nika zaczyna zachowywać się, jak nie ona, luki w pamięci zaś odbierają szansę na szybkie wyjaśnienie sprawy. Co dziwne pewnego dnia hotel okazuje się ruiną, w której od dziesięcioleci zdaniem okolicznych mieszkańców nie było żadnego interesu. Gdzie więc pracowali Felix i spółka? Jakie tajemnice skrywa ich szef i czym jest tajemniczy spisek, który zdaje się dotykać rodziny królewskiej?

Jak widać Kosik całą serią nie tylko wychowuje sobie pokolenie przyszłych czytelników jego dorosłego SF, ale także jako jeden z nielicznych w naszym kraju, wprowadza młodzież (a ostatnio trylogią „Kuba i Amelia” – poprzez serię nawiązań mogącą stanowić spin-off „FNiN – także i dzieci) w świat grozy. Świat bezpiecznego lęku, który jest przecież potrzebny każdemu z nas. Można się spierać, czy horror rzeczywiście jest odpowiednim gatunkiem dla młodych czytelników, ale czyż „Muminki” nie opierały się często na grozie? Czyż znane baśnie nie posługiwały się jego składowymi? Kosik przenosi to po prostu w nowe czasy, łączy w hybrydy gatunkowe i podaje w otoczce atrakcyjnej dla pokolenia wychowanego w zcyfryzowanym świecie. I wyczula. Bo czyż horror, z całym swoim inwentarzem, nie służy przede wszystkim temu, by – opierając się na lękach pierwotnych – wraz z dostarczeniem nam silnych wrażeń, przestrzec przed wkładaniem ręki w dziwną dziurę w ścianie, samotnym chodzeniem w nocy czy odwiedzaniem podejrzanych, mrocznych miejsc? A w takim razie, czy w samo w sobie nie stanowi to pewnej wartości dydaktycznej? Właśnie. Kosik natomiast wykorzystał to po mistrzowsku tworząc cykl, który usatysfakcjonuje odbiorców w każdym wieku. Wystarczy, żeby odnaleźli w sobie coś z dziecka i nutkę sentymentu.

 

Michał P. Lipka

 

Chciałbym przy okazji podziękować Panu Rafałowi Kosikowi za odpowiedzi na moje pytania, z których to pochodzą zamieszczone powyżej cytaty.

Share

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *