OPOWIADANIE – Obraz nędzy i rozpaczy – Flora Woźnica | | KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

OPOWIADANIE – Obraz nędzy i rozpaczy – Flora Woźnica

Przeciągły, piskliwy dźwięk. Poranna burza otworzyła stare, zardzewiałe drzwi do mojego domu i stłukła szybę w oknie. Spojrzałem na antyczny, grawerowany krucyfiks, jaki dostałem od zmarłych rodziców.
– Panie, zbaw nas ode złego! – krzyknąłem, wpatrując się ze strachem w połamane drzewo rosnące na podwórzu. Miałem wrażenie, że ktoś jęczy, że jawor zaczyna się giąć, a koło niego krąży jakiś ciemny kształt. Czułem bijącą od niego nienawiść, przesywającą mnie na wskroś zimnym dreszczem. W okolicznym borze wyły wilki, głośniej niż podczas polowania, jakby coś je ścigało. Przeżegnałem się, szykując się już do niedzielnej mszy.
Wyszedłem z domu, mijając opustoszałe pole. Niegdyś była tu też łąka, teraz na strachach na wróble przesiadywały wrony, a ziemia powoli zmieniała się w prymitywne bagna. Kościół, stojący niejako w centrum wioski, wciąż prezentował się imponująco. Błyskawice odbijały się w witrażach, nadając postaciom świętych upiorny, wstrząsający wygląd. Pomimo tego, dobiegające z wnętrza budynku dźwięki organów działały na mnie uspokająco, przypominając czasy dzieciństwa i błogiej beztroski.
Gdy wychodziłem z kościoła, ujrzałem Wirgilię. Miała twarz anioła i chłodne, jakby wyrzeźbione w marmurze rysy. Była piękna, ale największe wrażenie robiły na mnie jej oczy. Zawsze mnie rozweselały i uspokajały. Niestety, moja była narzeczona wyszła za mąż kilka miesięcy temu i od tego czasu kompletnie mnie ignorowała, nie racząc nawet obrzucić mnie spojrzeniem, jakbym po prostu nie istniał.
Zacisnąłem pięści ze złości. Gdybym tylko dorwał tego gnojka, który mi ją odebrał… Chyba rozszarpałbym go na strzępy. Zrozumiałbym jeszcze, jakby był w czymś lepszy ode mnie. Ale nie – on był tylko zarozumiałym bawidamkiem, ze spadkiem po swoich bogatych dziadkach. Nie mogłem zrozumieć, co ona w nim widziała.
Następnego dnia udałem się do mojego ulubionego antykwariatu, pełnego zabytkowych, zakurzonych ksiąg i pergaminów. Uwielbiałem roztaczający się w pomieszczeniu zapach papieru i starego drewna. Co miesiąc szukałem nowych książek podróżniczych, lubiłem zatracać się w innych krajobrazach, to zawsze mnie uspokajało. Kupiłem trzy intrygujące pozycje i wróciłem do domu.
Kiedy tylko wkroczyłem na teren posesji, moim oczom ukazał się obrzydliwy widok. Na wycieraczce leżał wilk, jego głowa prawie odpadała od okaleczonego ciała, wisząc na resztkach nieprzerwanego kręgosłupa. Całe rozprute podbrzusze obległy obłe robaki, wyraźnie wskazując na postępujący rozkład. Miał zaropiałe, ślepe oczy i roztaczał wokół siebie trupi odór, niemalże przyprawiający mnie o torsje.
Wziąłem łopatę i, pomimo zmęczenia, szybko zakopałem zwłoki w zmokłej, miękkiej ziemi, licząc na to, że chociaż ją użyźni. Teraz mogłem pozwolić sobie na odpoczynek. Zbliżał się zmrok, wreszcie miałem chwilę by poczytać i odpocząć. Sięgnąłem po pierwszy wolumin. Kiedy tylko przewróciłem stronę, znowu usłyszałem rozpaczliwe ujadanie wilków, jakby coś je atakowało. Na starym papierze widniały tajemnicze znaki, pentagramy, heksagramy i okręgi, wypisane czerwonym tuszem. Najdziwniejszy był jednak podpis w zagiętym rogu strony. Coś mi przypominał, jakbym widział go gdzieś wcześniej.
Wyszedłem do salonu. Tak, to ten sam napis, co wyryty na biblioteczce, którą otrzymałem w spadku. Postanowiłem sprawdzić to nazajutrz, przepytać moich krewnych o jego sens.
Położyłem się, wyglądając zza okna. Miałem nieustanne wrażenie, że coś mnie obserwuje, ze ścian wydobywał się charkoczący odgłos buszujących o tej porze myszy. Obróciłem się i ujrzałem parę ogromnych, przekrwionych gałek ocznych przy krzaku. Wrzasnąłem, jednak po chwili iluzja zniknęła, a mi udało się zasnąć.
Wstałem i jeszcze raz otworzyłem księgę. Wciąż czułem się obserwowany. Okno otworzyło się, wpuszczając do pokoju stare liście i zapach palonych traw. Siłowałem się chwilę z wiatrem, w końcu udało mi się je zamknąć. Nagle gryzonie się uciszyły. Poczułem chłód na ramieniu. Odwróciłem się i ujrzałem smukłą, jasną postać. Przypominała moją zmarłą babcię.
– Kim jesteś?! Co tu robisz!? – krzyknąłem do staruszki. Ta jednak, wciąż nie odpowiadając, rzuciła się na mnie, wbijając mi w twarz paznokcie.
Obudziłem się zlany potem. To tylko zły sen. Książka była jednak prawdziwa i musiałem dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Zebrałem się do wyjścia, pobliski zajazd prowadziła stara przyjaciółka moich dziadków, więc to właśnie tam postanowiłem się udać.
Stary gród, otoczony sadem, w którym bawiłem się jako dziecko, przybrał odcienie złota i pomarańczu. Łąka jakby tonęła w pożółkłych liściach. Do wiktoriańskiego domu prowadziła wąska ścieżka, teraz, z powodu ostatnich ulew, nieco bagnista. Dotarłem pod bramę, stukając w wielkie, mosiężne drzwi zabytkową kołatką. Kolejny raz usłyszałem ujadanie psów. Po chwili zeszła do mnie służka.
– Pani Róża oczekuje już Pana w salonie, proszę udać się za mną.
Nie pamiętałem, żeby wcześniej tu pracowała, najwidoczniej Róża potrzebowała dodatkowej pomocy, może się rozchorowała. Nie odwiedzałem jej od kilku lat, miałem nadzieję, że nie będzie mieć mi tego za złe i zastanę ją w dość dobrym stanie. Nie chciałbym męczyć jej w chorobie, czy też nakłaniać do rozmowy, gdyby miała jakieś problemy z pamięcią.
Wnętrze domu było strasznie zaniedbane, na ściany pokryły pęknięcia. Obrazy, zegary i antyki całkowicie pokrył kurz, jakby dom umierał wraz ze swoją właścicielką. Dotarłem do salonu. Róża siedziała na wózku inwalidzkim, pochylona nad jakąś książką.
– Witaj. Spodziewałam się ciebie. Co prawda, długo mnie nie odwiedzałeś, ale nie zmienia to faktu, że muszę ci coś przekazać.
– Co takiego? Słuchaj, wiem, że znała pani moich dziadków… Znalazłem ostatnio powieść, podpisaną chyba właśnie jej imieniem. Na jej stronach znalazłem te same znaki, co na jej meblach – podałem jej książkę, mając nadzieję, że mi pomoże. Ona zaczęła się krztusić i szybko odłożyła ją na stół.
– Wybacz, gorzej się poczułam. Miałam ci nic nie mówić, tak obiecałam twojej babce, ale najwyraźniej się pomyliła… Sprawy zaszły dalej, niż sądziłam. Chodź za mną.
Przenieśliśmy się do pokoju obok. Wyglądał jak rupieciarnia. Przy ścianach stało mnóstwo półek z książkami, a na samym środku pomieszczenia znajdował się stary, okrągły stolik. Leżała na niej jakaś plansza i talia kart. Podejrzewałem, że Róża zajmowała się tarotem, ale dotąd nie wierzyłem w plotki o jej nietypowych zainteresowaniach. Najwyraźniej było w nich trochę prawdy.
– Mam ochotę ci powróżyć, chyba się nie obrazisz? Nieraz spotykałam się tu z twoimi dziadkami i rodzicami. Przychodzili do mnie by się poradzić. To dzięki mnie udało im się kupić dom, w którym dziś mieszkasz. Piękny, prawda? Swoje najlepsze lata ma już za sobą, ale wciąż prezentuje się wspaniale. Kiedy zmarli twoi rodzice, byłam bardzo szczęśliwa, że mimo wszystko pozostanie w waszej rodzinie. Do nikogo innego by nie pasował. Ale za dużo mówię, może usiądziesz?
– Nie wierzę w skuteczność kart, wróżb, czy innych tego typu głupot, ale co mi szkodzi… – odparłem, siadając naprzeciwko staruszki. Ta przetasowała talię i kazała mi wybrać kilka z nich.
– Koło fortuny oznacza zmienność kolei losu. Tylko pamiętaj, nie walcz z przeznaczeniem. Mag – ta karta zachęca do wiary we własne możliwości i wzięcia ważnych dla ciebie spraw w swoje ręce. Kochankowie – sugeruje, że masz jakieś problemy związane ze sferą uczuć. Powinieneś odzyskać utraconą więź z drugą osobą. Sprawiedliwość – możesz liczyć na to, że czeka cię los, na jaki sobie zasłużyłeś bądź, że zostanie ci przywrócone coś, co należało się tylko tobie. Dobry układ, podobni mieli twoi rodzice, kiedy tylko się poznali. Jestem pewna, że właśnie dzięki temu docenili moc swojej więzi i postanowili się pobrać. Wierz mi lub nie, ale taka konfiguracja zawsze zapowiada jakiś przełomowy moment w życiu. Sądzę, że doskonale wiesz, jaka sytuacja cię nurtuje i jak ją rozwiązać.
– Nigdy nie wierzyłem w tego typu bzdury, nawet jeśli jest w tym trochę prawdy, to tylko przypadek. Ale co z tym podpisem?
– To podpis mojej siostry, jak chcesz dowiedzieć się czegoś więcej przyjdź do mnie jutro, może akurat zastaniesz ją w domu. Teraz jestem już zmęczona, do zobaczenia.
Byłem wściekły, że nie dowiedziałem się niczego nowego na temat książki i siostry Róży, ale udało mi się to przed nią ukryć i szybko wrócić do siebie. Kiedy tylko otworzyłem drzwi poczułem straszliwy chłód. Wszystkie okna były otwarte na oścież, a z popisanej powieści ktoś wyrwał kilka kartek. Na stole leżało zdjęcie Wirgilii, z czasów, kiedy jeszcze byliśmy razem. Zacząłem czuć się obserwowany, jakby ktoś nieustannie mi się przyglądał, szukając moich słabych punktów. Na szczęście po kilku minutach wrażenie to minęło.
Śniłem o Wirgilii. Miała na sobie białą suknię i stała na tle kościoła. Uśmiechała się do mnie, podając mi dłoń. Już miałem ją pochwycić, kiedy od tyłu podszedł do niej jej obecny mąż, odciągając ją ode mnie, a następnie zakładając jej na palec czarną obrączkę. Po chwili jej skóra zaczęła zmieniać barwę. Rozkładała się na moich oczach, kierując na mnie ostatnie, błagalne spojrzenie.
Obudziłem się krzycząc. Nie mogłem znieść jej utraty, kiedyś byliśmy nierozłączni. Byłem pewny, że gdyby nie ta szuja wciąż bylibyśmy razem. Potrzebowała pieniędzy, nie kochała go. Powinniśmy być razem. To mnie frustrowało, co jakiś czas nękając mnie nie tylko na jawie, ale i w snach. Postanowiłem jak najszybciej pojechać do Róży, dowiedzieć się w końcu czegoś konkretnego o znalezionej książce i zasięgnąć porady. Skoro wyswatała moich rodziców, może mogła też jakoś wpłynąć na Wirgilię. Rzecz jasna, nie oczekiwałem cudów, tylko jakiejkolwiek porady, czegokolwiek, co mogłoby mi pomóc. Albo po prostu skłócić Wirgilię z mężem. Musiałem ją odzyskać, byłem zdesperowany. To pewnie przez to wpadałem powoli w obłęd, te urojenia i poczucie czyjejś obecności w domu musiały być wynikiem ciągłego rozdrażnienia.
Tym razem zastałem Różę już na samym progu posiadłości, miała bardzo poważne spojrzenie, ale jej twarz się uśmiechała, jakby od dłuższego czasu na mnie czekała.
– Witaj. Pokaż mi książkę, zaraz wszystko ci wyjaśnię. Chodź za mną – podążyłem za nią przez ciemny hol, aż do dużego, zakurzonego, rzeźbionego regału ze starymi manuskryptami. Róża wyciągnęła jeden z nich. Wtedy ściana zaczęła drgać, w końcu się odwróciła. Ukryte drzwi. Zawsze chciałem mieć taki sekretny pokój, żeby móc zaszyć się w środku i na chwilę odciąć się od reszty świata. Takie miejsce byłoby też świetnym sejfem, w naszej wsi często zdarzały się drobne włamania, więc zdecydowanie by się przydał. Wygląd pomieszczenia trochę mnie zszokował. Było niemal klinicznie białe, czyste i nowoczesne. Na półkach leżało mnóstwo słojów i pakunków. Powietrze przenikał lekki odór, pewnie przywiał go wiatr z otwartego okna.
– Usiądź proszę przy stole. Ta książka to własność mojej siostry, jednak znaki narysował ktoś inny. Symbolizują przenikanie się światów, sprawiedliwość, śmierć i nowy początek. Sądzę, że to dla Ciebie sygnał by zakończyć pewien etap w swoim życiu i wziąć wszystkie ważne dla ciebie sprawy w swoje ręce, żebyś pogodził się ze swoim przeznaczeniem i wymierzył sprawiedliwość tym, którzy na to zasługują. Radzę ci byś mimo wszystko mi uwierzył. Moje karty nigdy się nie mylą. Z resztą, miałam ci przekazać list od twoich rodziców. To powinno cię przekonać, jak wielką moc ma moja intuicja. – początkowo nie chciałem jej zaufać, ale z ciekawości obejrzałem list i zacząłem czytać. Tak, to zdecydowanie było pismo mojej zmarłej matki.

Drogi Synku,
chcę, żebyś wiedział, jak wielką przysługę uczyniła mi Róża. Nigdy nie wierzyłam w te wszystkie magiczne „bzdury”, ale wszystko zmieniło się, gdy ją poznałam. To dzięki niej ja i Twój ojciec się pobraliśmy, no i urodziłeś się Ty, nasze największe szczęście.Proszę, traktuj ją jako swoją życzliwą przyjaciółkę, możesz jej zaufać. Róża ma prawdziwy dar, z pewnością pomoże Ci w wielu kwestiach.

Twoja mama

– No cóż, co mi szkodzi, zawsze mogę się tylko poradzić. Chcę odzyskać moją narzeczoną. Wyszła za mąż za kogoś innego, ale to tylko ze względów finansowych. Ponadto, mam prawo przypuszczać, że on regularnie ją zdradza, a ona wciąż mnie kocha. Możesz mnie w tym upewnić? Istnieje jakiś sposób, żeby się tego dowiedzieć?
– Daj mi dłoń. Noś ten amulet przy sobie, on pomoże ci ją odzyskać. Karty potwierdzają, że to ona jest ci przeznaczona.
– Dziękuję. Nie wiem czy zadziała, ale spróbować zawsze warto. A… wierzysz może w duchy? Może to zabrzmi głupio, ale ostatnio jestem prawie przekonany, że w moim domu jest jakaś wroga obecność. Bardzo mnie to niepokoi.
– To niemożliwe. Dom został przygotowany, ma barierę ochronną. Poza tym sprawdzałam już twoją przyszłość i nie ma tam żadnej wzmianki o duchach. Spokojnie, po prostu jesteś rozdrażniony, jak uda ci się odzyskać Wirgilię poczujesz się inaczej i pewnie nocne zwidy znikną.
– Masz rację. Przepraszam, po prostu to wszystko mnie wykańcza. Dziękuję. – wyszedłem, układając w głowie plan zdobycia Wirgilii. W żadnym innym wypadku nie uciekałbym się do pomocy wróżbitek, czy też jakiś uroków miłosnych, ale po prostu nie umiałem bez niej żyć. Wszystko, co najlepsze mnie w życiu spotkało, było związane właśnie z nią, a ktoś tak po prostu bezczelnie mi ją odebrał.
Gdy tylko wróciłem do domu, zacząłem przeglądać inną książkę. Tę, którą często posługiwała się moja mama. Było tam wiele prostych uroków i inkantacji, w tym te na uwiązanie i powodzenie. Przeczytałem w myślach jeden z nich, mając nadzieję, że nawet jeśli faktycznie mi nie pomoże, to doda mi odwagi by upomnieć się o swoje.
Kiedy kładłem się spać, myślałem tylko o Wirgilii. Tym razem śniła mi się biała, półprzeźroczysta postać. Krążyła wokół mnie. Była piękna i promieniował z niej łagodny, złocisty blask. Tylko jeden element się nie zgadzał. Jej dłonie. Były kompletnie przegniłe i zbliżały się do mojego gardła. Obudziłem się ledwie łapiąc powietrze. Kolejny koszmar, musiałem wreszcie z nimi skończyć. Byłem pewien, że pomoże mi w tym właśnie moja ukochana. Przy niej nawet moje sny stawały się przyjemne.
Znałem jej adres. Przepytałem o nią ludzi, gdy tylko znowu się tu wprowadziła. Od dłuższego czasu zbierałem informacje na temat jej życia z obecnym mężem. Byłem przekonany, że jest z nim bardzo nieszczęśliwa.
Dotarłem na miejsce. Mały, ale okazale wyglądający dom nie zrobił na mnie pozytywnego wrażenia. Stanowił tylko dowód na to, że ich związek był tylko na pokaz. Z zewnątrz pozornie doskonały, wewnątrz kompletnie bezsensowny, nieodpowiedni i zepsuty. Po prostu absurdalny.
Wirgilia otworzyła mi drzwi. Wyglądała absolutnie olśniewająco, zresztą jak zawsze. Tylko jej wyraz twarzy zdradzał, jak bardzo była na mnie wściekła.
– Co tu robisz!? Przecież mówiłam ci, żebyś zostawił mnie w spokoju. Nic z tego nie będzie. Jestem szczęśliwą mężatką.
– Chcę tylko z tobą porozmawiać. Nawet na to nie zasługuję, po tylu spędzonych wspólnie latach?
– W porządku, wejdź. Mogę poświęcić ci krótką chwilę, może wreszcie uda mi się przemówić ci do rozumu.
Wszedłem do salonu, ściskając medalion schowany pod garniturem. Trochę mnie to uspokajało. Miałem wrażenie, że bez niego nawet nie miałbym odwagi się tam pojawić.
– Usiądź, zaraz wrócę. – usadowiłem się na wielkiej, czerwonej kanapie, przyglądając się dziwnym, ponurym malowidłom na ścianie. Wirgilia wróciła już po kilku minutach. Rzuciła się na mnie znienacka, wpijając się w moje usta, a następnie błądząc po moim torsie w celu rozpięcia guzików garnituru. Już sądziłem, że wszystko będzie jak wcześniej, kiedy ona wyjęła mi z kieszeni amulet, czerwieniejąc ze złości.
– Wiedziałam! Co ja tu mam? To tak się bawimy? Chciałeś mnie uwieść przy pomocy jakiegoś byle jakiego uroku, idioto? Myślałeś, że tak łatwo ci pójdzie? Róża posiada wielką moc, to i owszem. Kiedyś pobierałam od niej nauki. Ale teraz ma osiemdziesiąt lat i demencję! Co jej z całej tej wiedzy, skoro wszystko jej się miesza! Od lat nikt nie przychodzi do niej po poradę, po tym, jak chcąc wzbudzić „ognisko domowe” omyłkowo wywołała niejeden pożar. Jesteś prawdziwym egoistą, a w dodatku nieodpowiedzialnym kretynem! Amulet, który ci dała dodaje pewności siebie. Tyle. Nie ma żadnej wartości.
– Jak to? Skąd ty wiesz o Róży?
– A myślałeś, że jak złowiłam mojego mężulka? Może i nie jest najbystrzejszy, ale bez pomocy magii nigdy nie mogłabym wyciągnąć z niego aż tyle kasy. Coś za coś, on wkrótce umrze, ale to dobrze. Od lat pierze brudne pieniądze, wdaje się w lewe interesy, biznes narkotykowy i ma mnóstwo romansów. Dlatego po prostu mi go nie żal. Chciałam cię oszczędzić, dlatego cię opuściłam. Ale skoro posunąłeś się do takiej bezmyślności i podstępu, zmieniłam zdanie!
Jej oczy zrobiły się całkowicie czarne, jakby znajdowała się w niej jakaś przepastna, hipnotyzująca otchłań. Podłoga zaczęła drżeć, dzieła sztuki pospadały na ziemię. Obok ujrzałem tę samą zjawę, która nawiedziła mnie wcześniej w domu.
– Jestem twoim losem, sprawiedliwością. Twoja matka zamordowała mnie przy pomocy klątwy, by twój ojciec wybrał nią. Od lat się ci przypatrywałam. Teraz upomnę się o swoje, o życie, które mi się należało!
Obserwowałem, jak duch wstępuje w Wirgilię. Nie mogłem się ruszyć, miałem wrażenie, że zgniecie mnie zgęstniałe od nienawiści i cierpienia powietrze. Ona tymczasem usiadła na mnie, wpychając mi swój język do ust. Poczułem dojmujący ból i ujrzałem, jak odgryzione wargi i migdałki spadabają na posadzkę. Potem wydłubała mi oczy. W chwili gdy mnie zabiła poczułem się wolny. Już miałem podążyć w kierunku światła, kiedy dostrzegłem, że coś mnie gdzieś zasysa. Stawałem się coraz bardziej przejrzysty, jakaś tajemnicza siła przyciągała mnie do siebie, w inne miejce. Zobaczyłem sad, myślałem, że kolejny raz znajduję się w posiadłości Róży. Dostrzegłem ją na drugim końcu pomieszczenia. Zacząłem krzyczeć i biec w jej kierunku, nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Jednak gdy tylko do niej dobiegłem, wyczułem przed sobą jakąś niewidzialną barierę. Przede mną pojawiło się nagle szczelnie zamknięte okno, przez które ujrzałem pokój Wirgilli. Naprzeciwko mnie wisiał jeden z tych ciemnych obrazów, których nie brakowało też w salonie. Tym razem skupiłem się jednak na znajdujących się na nim postaciach. Ujrzałem tam twarz mojej zmarłej matki, całej we łzach oraz mojego najlepszego przyjaciela, wiszącego na drzewie. Wydawali się tacy żywi…

***************************
Wirgilia spojrzała na swoje malowidło. O tak, na tle pięknego sadu dużo lepiej prezentował się elegancki mężczyzna, niż zwykły, pusty, ciemny dom. Zdecydowanie powinna mieć więcej takich obrazów. Przejmujących, z duszą. Wyjęła ze słoja wilcze trzewia i nałożyła część z nich na swoją skórę. Potrzebowała trochę witalności, a nic nie dawało jej w takiej ilości, jak czyjeś życie.

Share

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *