Słuchaj, jak szepczę – Mons Kallentoft - KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Słuchaj, jak szepczę – Mons Kallentoft

SŁUCHAJ, JAK KRZYCZĄ

Szczerze powiedziawszy, niemal od samego początku fali popularności kryminałów skandynawskich, miałem dość kolejnych jej reprezentantów. Owszem, na moment jej uległem, porywając się na sagę „Millenium”, ale trwało to chwilę, bo przekonałem się, że nawet dzieło Larssona nie jest niczym szczególnym, a że było jednym z najlepszych reprezentantów tego typu literatury, wniosek nasuwał się sam. Czasem trafiałem jeszcze na niezłe pozycje, ale niesmak już pozostał. Dlatego ze sceptycyzmem podchodziłem do „Słuchaj, jak szepczę”. Bo co mi może zaoferować kolejny popularny pisarz z tamtych rejonów. A jednak mógł. Nic wybitnego, ale trzeba przyznać, że proza Monsa Kallentofta to całkiem udana, dobrze napisana literatura z dreszczykiem.

Córka Tima zaginęła. W pewnym momencie myślał, że już rozwikłał tę zagadkę i wszystko stało się jasne, ale czy na pewno? Gdy pojawiają się nowe tropy, sugerujące, że Emme może jednak żyć, bohater zmuszony jest jeszcze raz zmierzyć się z sekretami przeszłości i spróbować odkryć prawdę. Tak trafia w sam środek świata handlu ludźmi, świadom, że ktoś bawi się nim, jak pionkiem w zdecydowanie większej grze. Czy jednak uda mu się odkryć prawdę? I co go czeka?

„Słuchaj, jak szepczę” to kontynuacja „Patrz, jak spadam”. Nie czytałem pierwszego tomu, ale nie miałem, najmniejszego problemu w odnalezieniu się w treści powieści. Tak to już z thrillerami jest, wiedzą o tym wszyscy, którzy je czytają. Plus jest taki, że Kallentoft swoje powieści pisze w zdecydowanie lepszy sposób, niż większość jego kolegów po fachu.

A jak pisze? Przede wszystkim używa czasu teraźniejszego, co w literaturze nie jest częstym zabiegiem, a to dlatego, że rzadko naprawdę się udaje. Właściwie poza powieściami mistrzów pióra – a najlepiej takie pisarstwo wyszło Palahniukowi – nie znalazłem udanych powieści pisanych w ten sposób. Nawet książki Kinga stawały się wówczas sztuczne i dziwnie brzmiące. A ta powieść brzmi dobrze. Zyskuje sterylność, pewien dystans, ale i większą powagę, nawet, gdy treść podawana jest w pierwszej osobie. I dzięki temu naprawdę dobrze się ją czyta.

Ale treść też jest udana. Dobre ukazanie brudnego świata, dobrze przedstawieni bohaterowie, udane opisy, dobre dialogi, zagadka, klasyczna, ale odpowiednio ujęta… Po prostu dobry thriller, który bardziej polecam tym, ceniącym lepszą literaturę, niż fanom typowych współczesnych dreszczowców. Chociaż każdy miłośnik tego typu literatury znajdzie tu coś dla siebie.

Michał Lipka

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.