Trolle z Troy, tom 6 – Christophe Arleston, Jean-Louis Mourier - KOSTNICA - POZORNIE MARTWA STREFA || Kostnica.Com.PL

Trolle z Troy, tom 6 – Christophe Arleston, Jean-Louis Mourier

TROLLE I KATASTROFY

Trolle to na pewno najzabawniejsze postacie ze świata Lanfeusta. Czy może, jak kto woli, świata Troy. Ta seria, wszystkie te serie, pod początku są utrzymane w komediowym tonie, jednak to właśnie „Trolle” mają go w sobie najwięcej. I chociaż to tylko spin-off, dostarczają naprawdę znakomitej, równie dobrej co oryginał, zabawy.

Wybucha gorączka złota. Trolle, które nigdy nie narzekały na spokój z ludźmi, teraz mają z nimi jeszcze większe urwanie głowy. Mało? No to przygotujcie się na poznanie dzieciństwa Wachy, odbywający się na pustyni konkurs, a także na katastrofę… nadciągającą z nieba!

„Lanfeust z Troy”, „Zdobywcy Troy”, „Odyseja Lanfeusta”, „Lanfeust w kosmosie” to tylko niektóre z serii z tego świata. Uniwersum to jest bardzo bogate, a wszystkie opowieści o dziwo ten sam znakomity poziom. To, oczywiście, zasługa tego, że za każdą z nich odpowiadają ci sami twórcy – a na pewno ten sam, niezawodny scenarzysta. W ten oto sposób całość posiada nie tylko ten sam klimat, humor i akcję, które kupiły nas w głównym cyklu, ale też i pozostają spójne i tak samo udane. A „Trolle z Troy” tylko to potwierdzają, stanowiąc jednocześnie najlepszy spin-off „Lanfeusta z Troy”.

Ten tom, jak poprzednie, to rzecz zabawna i krwawa. To zawsze było i jest podstawą cyklu. Autorzy obśmiewają motywy i schematy fantasy, a ponieważ są świadomi, że to gatunek skierowany do młodzieży, stawiają na to, co młodzież lubi – seks, przemoc i humor. Humor czasem niewybredny, ale śmieszący odbiorcę. Owszem, posuwają się przy tym tak daleko, że „Trolle z Troy” to rzecz raczej dla dorosłego czytelnika, ale w tym właśnie jej urok.

Oczywiście oprócz tego mamy tu dynamiczną akcję, zagrożenie, postacie typowe dla fantasy, chociaż przepuszczone przez filtr krzywego zwierciadła autorskiej wizji, niezły klimat i znakomite rysunki, które wszystko świetnie to oddają. Na tym polu tom wydaje się nowocześniejszy, niż wcześniejsze odsłony, co nie zmienia faktu, że jest tak samo znakomity, wpada w oko i cieszy połączeniem cartoonowej prostoty z typowym dla europejskich komiksów środka lekkim realizmem i bardzo udanym kolorem, barwnym, a jednak dostatecznie stonowanym by nie raził oczu.

W skrócie: bardzo dobra rozrywka. Czy tylko? Na szczęście nie, bo sporo w niej satyry, a momentami i nawet pewnego rodzaju przesłania. Ambicji co prawda tutaj wiele nie ma, ale i tak to jeden z najlepszych humorystycznych cyklu fantasy jakie powstały.

Michał Lipka

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.